dygresje...
user: "am"
Uzytkownik "Marcin Szeffer" napisal w wiadomosci > Ja rozumiem, ze wystawa ma charakter reportazu (rychlo, po 17 latach), czy > dokumentu (moze tu uplyw czasu nie szkodzi), ale zeby art? Czy moze byc > sztuka, nawet jak najszerzej rozumiana czerpanie wrazen artystycznych z > cudzej tragedii? Polecam niektore fotografie na stronie www.viiphoto.com ;o) albo wskoczyc na strone Carla de Keyzera - www.carldekeyzer.com > Mnie takie zdjecia _w kategorii art_ nie kreca. Jedz do najbiedniejszej wsi > na rzeszowszczyznie jak wyplacaja zasilek dla bezrobotnych, jak fotniesz b&w > to wyjda podobnie, tyle ze bez Migów, BWP i karabinów (tych ostatnich nie > jstestem pewien). Ide sobie przelaczyc tryb w cyfrowce na B&W i do wioski... > Czy w ogóle kazda wystawe jakiejkolwiek fotografii mozna traktowac w > kategorii art? Czy fotografie dziennikarska/reportazowa/dokumentalna mozna > traktowac w kategorii art? Jaka to sztuka? A fotografa Roberta Franka - Amerykanie - to sztuka, czy tez nie? > Jak zaczniemy dokumenty traktowac jako art, to moze ja wezme wystawie dowód > osobisty mojego dziadka, czy jego ksiazeczke wojskowa, tez bedzie art... Poszperaj w polskich autorach - Lewczynski, Prazmowski oraz wytwory z poznanskiego ASP, i zadaj jeszcze raz to pytanie. .am
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dosd71$60b$1@atlantis.news.tpi.pl... > Uzytkownik "Marcin Szeffer" napisal w wiadomosci > > > Ja rozumiem, ze wystawa ma charakter reportazu (rychlo, po 17 latach), czy > > dokumentu (moze tu uplyw czasu nie szkodzi), ale zeby art? Czy moze byc > > sztuka, nawet jak najszerzej rozumiana czerpanie wrazen artystycznych z > > cudzej tragedii? > > Polecam niektore fotografie na stronie www.viiphoto.com ;o) Taaa, tu rzeczywiście odbiór przeze mnie "tych niektórych" zdjęć jest taki, jak prezentowanej przez MariuszaF galerii. Przyznam, że po Zimbabwe (po traktowane przez mnie jako te "niektóre") szybko się wyniosłem. Brrrr! Nie mogę powiedzieć, żebym czerpał tu wrażenia artystyczne... chyba, że negatywne. > albo wskoczyc na strone Carla de Keyzera - www.carldekeyzer.com A tu to co innego. Te bardzo mi się podobają, ale ... dlatego, że jeśli nawet pokazują życie w naszej ocenie koszmarne, tchnie z nich jakaś radość życia i nadzieja, że będzie lepiej, nie gorzej. Swoją drogą pierwszy raz w życiu podobała mi się tutaj prezentacja we flashu - widać zamysł autora, jest interesująca, a jednocześnie bardzo przejrzysta i co najważniejsze - szybka. Z kolei na pokazanych przez MariuszaF zdjęciach jest tak przeraźliwy smutek, że ochota na oglądanie odchodzi. W końcu kto się lubi katować ponad miarę... dlatego zakwalifikowałem je jako dokument czy reportaz, z powodu emocji, jakie we mnie wywołują. Oczywiście ktoś może twierdzić, że negatywne odczucia to też odczucia artystyczne, ale ja się z tym _emocjonalnie_ nie zgadzam, a przynajmniej nie w przypadku takich zdjęć. Więc dyskutował, czy to artyzm, czy nie, nie będę, dla mnie nie i juz :) Jest to o tyle bez znaczenia, że istotnie dyskutujemy o zdjęciach, nie o art, jak kolega wykazał :). -- shr
Re: dygresje...
user: "am"
Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > Z kolei na pokazanych przez MariuszaF zdjęciach jest tak przeraźliwy smutek, > że ochota na oglądanie odchodzi. W końcu kto się lubi katować ponad miarę... > dlatego zakwalifikowałem je jako dokument czy reportaz, z powodu emocji, > jakie we mnie wywołują. Mysle, ze duzo wiecej 'katowania' mamy w telewizji, tak jak przy okazji ladnie ubranych prezenterow ogladamy, to co sie dzialo rok temu po tsunami, czy tez piekne sceny z trzesien ziemi - w kolorze i z dzwiekiem. Fotografie sa smutne, ale wcale nie ma sie czemu dziwic w sytuacji jakiej zostaly zrealizowane. Jest to ilustracja ludzi zamieszkujacych rejony, ktore nie sa tak oddalone od naszego kraju. Pokazane spoleczenstwo doswiadczone przez wojne, kataklizm, a starajace sie zyc 'normalnie'. A czyms normalnym sa emocje, ktore sie tworza pod wplywem fotografii, jezeli tego nie ma, to faktycznie fotografie nie wzbudzajace emocji mozna sobie odpuscic. > Oczywiście ktoś może twierdzić, że negatywne odczucia to też odczucia > artystyczne, ale ja się z tym _emocjonalnie_ nie zgadzam, a przynajmniej nie > w przypadku takich zdjęć. Więc dyskutował, czy to artyzm, czy nie, nie będę, > dla mnie nie i juz :) To nie sa fotografie, ktore znajda sie w galerii sztuki wspolczesnej, bo nie zaliczaja sie do tego rodzaju dzialan tworczych. Sa wypowiedza na temat, ktorego fotograf byl swiadkiem. Ale z powaga i refleksja, z mila checia zobaczylbym wystawe w galerii. Tutaj to raczej dyskutowanie o sztuce nie bedzie mialo miejsca, gdyz zamierzeniem autorow nie jest epatowanie srodkami artystycznymi. Wspolczesnie jestesmy karmieni kolorowa papka smiecio-fotografii, zapominamy o wrazliwosci, o czytaniu zdjec. Fotografia stala sie produktem, takim samym jak coca-cola, czy tabletka na przeczyszczenie. Im bardziej milo wplywajaca na czlowieka, tym lepsza i bardziej cenna. I zaprzeczeniem tego sa fotografie, ktore dokumentuja swiat, wlasnie takie jak ow cykl. Nie dajmy sie odczlowieczac. .am
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dotnul$1aq$1@nemesis.news.tpi.pl... [...] > Mysle, ze duzo wiecej 'katowania' mamy w telewizji, tak jak przy okazji > ladnie ubranych prezenterow ogladamy, to co sie dzialo rok temu po tsunami, > czy tez piekne sceny z trzesien ziemi - w kolorze i z dzwiekiem. Na szczęście nie oglądam telewizji. > Fotografie sa smutne, ale wcale nie ma sie czemu dziwic w sytuacji jakiej > zostaly zrealizowane. Jest to ilustracja ludzi zamieszkujacych rejony, ktore > nie sa tak oddalone od naszego kraju. Pokazane spoleczenstwo doswiadczone > przez wojne, kataklizm, a starajace sie zyc 'normalnie'. A czyms normalnym > sa emocje, ktore sie tworza pod wplywem fotografii, jezeli tego nie ma, to > faktycznie fotografie nie wzbudzajace emocji mozna sobie odpuscic. Jasne, ja to rozumiem, ale pomio ogromu smutku widniejąca na zdjęciach radość życia nie odbiera im waloru dokumentu i nadal ukazuje prawdziwe życie. > > Oczywiście ktoś może twierdzić, że negatywne odczucia to też odczucia > > artystyczne, ale ja się z tym _emocjonalnie_ nie zgadzam, a przynajmniej > > nie w przypadku takich zdjęć. Więc dyskutował, czy to artyzm, czy nie, nie > > będę, dla mnie nie i juz :) > > To nie sa fotografie, ktore znajda sie w galerii sztuki wspolczesnej, bo nie > zaliczaja sie do tego rodzaju dzialan tworczych. Sa wypowiedza na temat, Zgadzam się. > ktorego fotograf byl swiadkiem. Ale z powaga i refleksja, z mila checia > zobaczylbym wystawe w galerii. Tutaj to raczej dyskutowanie o sztuce nie > bedzie mialo miejsca, gdyz zamierzeniem autorow nie jest epatowanie srodkami > artystycznymi. Ale jest epatowanie emocjami, tymi, które ja staram się omijac. > Wspolczesnie jestesmy karmieni kolorowa papka smiecio-fotografii, zapominamy > o wrazliwosci, o czytaniu zdjec. Fotografia stala sie produktem, takim samym > jak coca-cola, czy tabletka na przeczyszczenie. Im bardziej milo wplywajaca > na czlowieka, tym lepsza i bardziej cenna. I zaprzeczeniem tego sa > fotografie, ktore dokumentuja swiat, wlasnie takie jak ow cykl. Nie dajmy > sie odczlowieczac. Fotografia jest i śmieciowa i nie - tak jak i wszelka inna sztuka - jest dla mas i nie dla mas. Niekoniecznie fotografia epatująca smutkiem czy przemocą musi z tego powodu od razu zaliczać się do mającej walor fotografii nie dla mas, czego najlepszym przykładem były fotografie zamieszczane w piśmie "Zły". Epatowanie smutkiem nie jest równoznaczne od razu z wyżynami artystycznymi. Trudno też jednoznacznie stwierdzić, że fotografie przedstawiające smutek/kataklizmy etc. uczłowieczają. Na pewno powodują jakąś reakcję, ale czy uwrażliwiają? Ja uważam, że w dobie epatowania przemocą i smutkiem w prasie i TV skutek tych fotografii u ludzi nawet ze średnią wrażliwością może być dokładnie odwrotny: zaczną się oni odwracać od nadmiaru nieszczęścia, które na nich wyziera zewsząd. Mają przesyt i odpouszczają. Z drugiej strony, jeśli taka fotografia miałaby uwrażliwić człowieka i spowodować, iż zacznie on czynić jakieś działania na rzecz pokrzywdzonych, to może należałoby pokazać to, na taki szary człowiek ma wpływ, a nie na to, co się działo x lat temu... Bo takie uwrażliwianie en mass i in abstracto może powodowac (i u mnie powoduje) - odwracanie się od takiej formy. -- shr
Re: dygresje...
user: "Marek Mollin 'rogus'"
Dnia 28-12-2005 o 12:01:00 Marcin Szeffer napisał: ty widze taki klasyk jestes... wszystko doprowadzic do harmonii, orzec co jest sztuka, a co nia nie jest.... pytanie nie, czy to sztuka, czy nie sztuka, ale dlaczego to moze byc sztuka? bo jezeli jestesmy w stanie na to pytanie odpowiedziec, to nie musimy rozwodzic sie dalej[przeciez ciagle mnie kochasz, no i dzieci... :PPP]... generalnie nie powinno sie uznawac, ze cos, co promuje jakies nawet chocby zle wartosci[Mariusz bron boze nie mowie o twoich zdjeciach... tak ogolnie] to nie moze to byc sztuka! otoz moze byc... Czy fotografowanie cierpienia ludzkiego to pasozytowanie? Ludzie niekiedy chca powiedziec o tym, co ich spotkalo, ale nie sa na tyle, czy to wygaadani, czy odwazni, zeby w jakis sposob to wyrazic. Pozatym chcialbys miec taka landrynke troche gorzka, ale troche slodka. ... gdy miejsce ma jakas tragedia to swiat zatrzymuje sie i zaczyna runac... nie ma tam szczescia, radosci nawet najdrobniejszych sladow ich nie znajdziesz i czy to jest wyznacznik, ze nie powinno sie tego pokazywac? smieszy mnie troche taka klasyfikacja, chociaz sam niekiedy ja uprawiam
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "Marek Mollin 'rogus'" napisał w wiadomości news:op.s2npbscladqqko@rogus... > Dnia 28-12-2005 o 12:01:00 Marcin Szeffer > napisał: > > ty widze taki klasyk jestes... wszystko doprowadzic do harmonii, orzec co > jest sztuka, a co nia nie jest.... > pytanie nie, czy to sztuka, czy nie sztuka, ale dlaczego to moze byc > sztuka? > bo jezeli jestesmy w stanie na to pytanie odpowiedziec, to nie musimy > rozwodzic sie dalej[przeciez ciagle mnie kochasz, no i dzieci... :PPP]... W końcu to ocena, z danej chwili. Oczywiście okoliczności budzą współczucie, ale czy nie jest to współczucie fałszywe, skoro i tak już nie ma wpływu na to, co na tych zdjęciach zostało zarejestrowane? Czy w ich przypadku jakakolwiek refleksja nie będzie fałszywa czy pusta? Jeden taki, ponoć "profesjonalista", nawet _na tej grupie_, prezentował jako środek wyrazu zdjęcie odchodów na trawie... Nawet traktując to jako formę prowokacji, trudno temu nadać walor artystyczny. Niewątpliwie jest to swego rodzaju dokument, nawet, jeśli wyraża on tylko kulturę osobistą autora. Ale na tym przykładzie dość wyraźnie widać, że nie każdy wyraz emocji należy traktowac jako wyraz artstyczny. A wyraz ten niewątpliwie ani przyjemny ani zabawny nie był. > generalnie nie powinno sie uznawac, ze cos, co promuje jakies nawet chocby > zle wartosci [...] to nie moze to byc sztuka! otoz moze byc... Może być sztuką, ale nie zawsze jest, co odnoszę właśnie do zdjęć wojennych sprzed 17 lat.. Te zdjęcia, które są przemiotem oceny nie były moje, zaś moje nie były przedmiotem oceny. > Czy fotografowanie cierpienia ludzkiego to pasozytowanie? Ludzie niekiedy > chca powiedziec o tym, co ich spotkalo, ale nie sa na tyle, czy to > wygaadani, czy odwazni, zeby w jakis sposob to wyrazic. To, jak ja oceniam zdjęcia tamte zdjęcia, z kataklizów, wojen etc., siłą rzeczy subiektywne jest. Na później wskazanych przykładach - w mojej oczywiście ocenie - zauważyłem, że są zdjęcia z kataklizmów, które zieją beznadziejną rozpaczą, a są też takie (ze wskazanych linków), na których twarze czy zachowania fotografowanych w trudnych warunkach osón tchną nadzieją, że będzie lepiej. Tych pierwszych, konkretnie tamtych prezentowanych, przeraźliwie smutnych nie lubię, dla mnie stanowią tylko reportaż, epatujący ludzkim nieszczęściem, i raczej trudno dopatrywać się w tych akurat zdjęciach walorów artystycznych. Oczywiście, że ktoś może odbierać to inaczej, ale moja ocena była właśnie taka. Te zdjęcia nie różniły się zresztą od fotek korespondenta wojennego rodem z TVN czy Polsatu. > Pozatym chcialbys miec taka landrynke troche gorzka, ale troche slodka. > ... gdy miejsce ma jakas tragedia to swiat zatrzymuje sie i zaczyna > runac... nie ma tam szczescia, radosci nawet najdrobniejszych sladow ich > nie znajdziesz i czy to jest wyznacznik, ze nie powinno sie tego pokazywac? Jasne, niech świat się zatrzymuje, wtedy, kiedy trzeba, ale wracanie w formie dokumentu do czegoś takiego po tylu latach? Wydaje mi się, że gdybym sam był ofiarą takiego kataklizmu chciałbym jak najszybciej o nim zapomnieć. Więc pokazywać wtedy, kiedy świat trzeba zatrzymać, ale teraz? Chyba tylko jako memento? > smieszy mnie troche taka klasyfikacja, chociaz sam niekiedy ja uprawiam. To chyba po prostu jakaś próba opanowania/zaszufladkowania tego cholernego ziemskiego bałaganu - niewykonalne i bezcelowe, ale jednak... robione. -- shr http://www.shroeder.republika.pl
Re: dygresje...
user: MariuszF
Marcin Szeffer wrote: > Użytkownik "am" napisał w wiadomości > news:dotnul$1aq$1@nemesis.news.tpi.pl... > [...] > > >>Mysle, ze duzo wiecej 'katowania' mamy w telewizji, tak jak przy okazji >>ladnie ubranych prezenterow ogladamy, to co sie dzialo rok temu po > > tsunami, > >>czy tez piekne sceny z trzesien ziemi - w kolorze i z dzwiekiem. > > > Na szczęście nie oglądam telewizji. > > >>Fotografie sa smutne, ale wcale nie ma sie czemu dziwic w sytuacji jakiej >>zostaly zrealizowane. Jest to ilustracja ludzi zamieszkujacych rejony, > > ktore > >>nie sa tak oddalone od naszego kraju. Pokazane spoleczenstwo doswiadczone >>przez wojne, kataklizm, a starajace sie zyc 'normalnie'. A czyms normalnym >>sa emocje, ktore sie tworza pod wplywem fotografii, jezeli tego nie ma, to >>faktycznie fotografie nie wzbudzajace emocji mozna sobie odpuscic. > > > Jasne, ja to rozumiem, ale pomio ogromu smutku widniejąca na zdjęciach > radość życia nie odbiera im waloru dokumentu i nadal ukazuje prawdziwe > życie. > > >>>Oczywiście ktoś może twierdzić, że negatywne odczucia to też odczucia >>>artystyczne, ale ja się z tym _emocjonalnie_ nie zgadzam, a przynajmniej >>>nie w przypadku takich zdjęć. Więc dyskutował, czy to artyzm, czy nie, > > nie > >>>będę, dla mnie nie i juz :) >> >>To nie sa fotografie, ktore znajda sie w galerii sztuki wspolczesnej, bo > > nie > >>zaliczaja sie do tego rodzaju dzialan tworczych. Sa wypowiedza na temat, > > > Zgadzam się. > > >>ktorego fotograf byl swiadkiem. Ale z powaga i refleksja, z mila checia >>zobaczylbym wystawe w galerii. Tutaj to raczej dyskutowanie o sztuce nie >>bedzie mialo miejsca, gdyz zamierzeniem autorow nie jest epatowanie > > srodkami > >>artystycznymi. > > > Ale jest epatowanie emocjami, tymi, które ja staram się omijac. Czuje, ze slowo "epatowanie" uzyles dla podkreslenia pewnego rodzaju negatywnych emocji ktore zawladnely Toba. A przeciez to slowo znaczy: wywoływać wielkie wrazenie; wprawiac w podziw, w oslupienie; oszalamiac, zadziwiac, zdumiewac - czyli cel zostal osiagniety. > > >>Wspolczesnie jestesmy karmieni kolorowa papka smiecio-fotografii, > > zapominamy > >>o wrazliwosci, o czytaniu zdjec. Fotografia stala sie produktem, takim > > samym > >>jak coca-cola, czy tabletka na przeczyszczenie. Im bardziej milo > > wplywajaca > >>na czlowieka, tym lepsza i bardziej cenna. I zaprzeczeniem tego sa >>fotografie, ktore dokumentuja swiat, wlasnie takie jak ow cykl. Nie dajmy >>sie odczlowieczac. > > > Fotografia jest i śmieciowa i nie - tak jak i wszelka inna sztuka - jest dla > mas i nie dla mas. > Niekoniecznie fotografia epatująca smutkiem czy przemocą musi z tego powodu > od razu zaliczać się do mającej walor fotografii nie dla mas, czego > najlepszym przykładem były fotografie zamieszczane w piśmie "Zły". > Epatowanie smutkiem nie jest równoznaczne od razu z wyżynami artystycznymi. Masz calkowita racje. Przegladajac Twoje wczesniejsze posty zauwazylem spore zdziwienie, wrecz niesmak i oburzenie, ze takie - nieartystyczne zdjecia znalazly sie na grupie (tak na marginesie - potrafisz wskazac jakies artystyczne ktore pojawily sie ostatnio :)?). Tylko, ze one od poczatku nie mialy miec nic wspolnego z artyzmem (umownym oczywiscie - bo to nie nam oceniac). Mialy w jak najprostszy sposob przekazac historie tych ludzi, emocje, sposob w jaki zyja, odczucia jakie im towarzysza. Gdyby mialy, gdyby zostaly uznane za niezwykle artystyczne to moge nawet pokusic sie o stwierdzenie, ze bohaterowie zdjec zostali w pewien sposob oszukani - ich nieszczesie zostalo wykorzystane do stworzenia dziela sztuki ktore autorowi przynioslo slawe i pieniadze. Choc pewnie nie do konca tak - poprzez autora zostala przekazana informacja na ktorej Im zalezalo - taka transakcja wiazana :) Wszystko jest wzgledne. > Trudno też jednoznacznie stwierdzić, że fotografie przedstawiające > smutek/kataklizmy etc. uczłowieczają. Na pewno powodują jakąś reakcję, ale > czy uwrażliwiają? Ja uważam, że w dobie epatowania przemocą i smutkiem w > prasie i TV skutek tych fotografii u ludzi nawet ze średnią wrażliwością > może być dokładnie odwrotny: zaczną się oni odwracać od nadmiaru > nieszczęścia, które na nich wyziera zewsząd. Sadze, ze wiekszosc ludzi bardzo szybko odwraca sie od nieszczescia - na poczatku traktuje je jako nowosc, ciekawostke. Pozniej jednak woli ogladac np swietne zrobione filmy ze wspanialymi efektami specjalnymi pelne efektownie podanej przemocy. Filmy do ktorych nie musza sie ustosunkowac, nie poruszaja ich sumien. Albo zamyka sie na nieszczescie twierdzac, ze jest tego nieszczescia tak duzo i oni juz nie moga na to patrzec. Nieszczescia ktore dzialy sie naprawde nie sa fotografowane zbyt efektownie, malo w nich efektow specjalnych a na dodatek odwoluja sie do tych pokladow wrazliwosci ktora wybija nas z codziennego ciepelka w ktorym tak lubimy tkwic. Mają przesyt i odpouszczają. > Z drugiej strony, jeśli taka fotografia miałaby uwrażliwić człowieka i > spowodować, iż zacznie on czynić jakieś działania na rzecz pokrzywdzonych, > to może należałoby pokazać to, na taki szary człowiek ma wpływ, a nie na to, > co się działo x lat temu Czy teraz czy x lat temu - wyglada to podobnie. Uwazam, ze czlowiek sam z siebie nieczesto zacznyna czynic cos dla pokrzywdzonych (wyjatki potwierdzaja regule) chyba, ze jego samego dotknie to w jakis sposob, lub zostana poruszone w sposob dla niego bezpieczny poklady wrazliwosci ktore posiada - np akcja Pajacyk na bilbordach jakis czas temu - wystarczylo wyslac sms-a aby podarowac obiad glodnemu dziecku. Ale zebym mogl to zrobic musialem miec informacje odwolujaca sie do moich emocji - jak wyglada glod w polsce. I ta informacje otrzymalem - chocby z TV czy prasy. > Bo takie uwrażliwianie en mass i in abstracto może powodowac (i u mnie > powoduje) - odwracanie się od takiej formy. pzdr,M
Re: dygresje...
user: MariuszF
Marcin Szeffer wrote: > Użytkownik "Marek Mollin 'rogus'" napisał w > wiadomości news:op.s2npbscladqqko@rogus... > >>Dnia 28-12-2005 o 12:01:00 Marcin Szeffer >>napisał: >> >>ty widze taki klasyk jestes... wszystko doprowadzic do harmonii, orzec co >>jest sztuka, a co nia nie jest.... >>pytanie nie, czy to sztuka, czy nie sztuka, ale dlaczego to moze byc >>sztuka? >>bo jezeli jestesmy w stanie na to pytanie odpowiedziec, to nie musimy >>rozwodzic sie dalej[przeciez ciagle mnie kochasz, no i dzieci... :PPP]... > > > W końcu to ocena, z danej chwili. Oczywiście okoliczności budzą współczucie, > ale czy nie jest to współczucie fałszywe, To juz sam sobie musisz odpowiedziec, czy Twoje wspolczucie jest falszywe czy tez nie. skoro i tak już nie ma wpływu na > to, co na tych zdjęciach zostało zarejestrowane? Czy w ich przypadku > jakakolwiek refleksja nie będzie fałszywa czy pusta? > Jeden taki, ponoć "profesjonalista", nawet _na tej grupie_, prezentował jako > środek wyrazu zdjęcie odchodów na trawie... Wczesniej byly odchody w puszce - i zostaly uznane za sztuke. nawet za wielka sztuke. Jesli sie nie myle mozna kupic to czasami na aukcjach sztuki - ceny niebotyczne :). Warto byc pierwszym :) > Nawet traktując to jako formę prowokacji, trudno temu nadać walor > artystyczny. Niewątpliwie jest to swego rodzaju dokument, nawet, jeśli > wyraża on tylko kulturę osobistą autora. Ale na tym przykładzie dość > wyraźnie widać, że nie każdy wyraz emocji należy traktowac jako wyraz > artstyczny. A wyraz ten niewątpliwie ani przyjemny ani zabawny nie był. > > >>generalnie nie powinno sie uznawac, ze cos, co promuje jakies nawet chocby >>zle wartosci [...] to nie moze to byc sztuka! otoz moze byc... > > > Może być sztuką, ale nie zawsze jest, co odnoszę właśnie do zdjęć wojennych > sprzed 17 lat.. Podkreslam jeszcze raz - nie mialy byc sztuka. Nie wiem czy beda sztuka. Pewnie odpowiesz, ze napewno nie. I dobrze - nie o to chodzilo. Czy wiekszosc piszacych na tej grupie ma jakis kompleks artysty :)? > Te zdjęcia, które są przemiotem oceny nie były moje, zaś moje nie były > przedmiotem oceny. > > >>Czy fotografowanie cierpienia ludzkiego to pasozytowanie? Ludzie niekiedy >>chca powiedziec o tym, co ich spotkalo, ale nie sa na tyle, czy to >>wygaadani, czy odwazni, zeby w jakis sposob to wyrazic. Dokladnie tak jest. Ormianie prosili aby przekazac jak najwiecej o tym co ich spotkalo. Zaskakujace jest u nich zrozumienie wartosci informacji czy obrazu. > > > To, jak ja oceniam zdjęcia tamte zdjęcia, z kataklizów, wojen etc., siłą > rzeczy subiektywne jest. > Na później wskazanych przykładach - w mojej oczywiście ocenie - zauważyłem, > że są zdjęcia z kataklizmów, które zieją beznadziejną rozpaczą, Czy to znaczy, ze sa gorsze? Moze sa mniej strawne, mniej przyjemne we wchlanianiu ? a są też > takie (ze wskazanych linków), na których twarze czy zachowania > fotografowanych w trudnych warunkach osón tchną nadzieją, że będzie lepiej. Sugerujesz, ze zdjecia na ktorych widac, ze "bedzie lepiej" sa juz artystyczne ? To juz przerabialismy przez jakies 40 lat :)) Tu tez poruszasz ciekawy problem. Nazwijmy to: estetyzacja nieszczescia. Coraz czesciej w zdjeciach pokazujace tragedie sa uzyte bardzo formalne srodki wyrazu. Dzieki nim obraz nieszczescia nabiera oglady, staje sie bardzo estetyczny, strawny dla wielu, wrecz sliczny. Jest tak piekny, ze wielu ludzi che go miec na scianie w sypialni. Ale to chyba na inny watek... > Tych pierwszych, konkretnie tamtych prezentowanych, przeraźliwie smutnych > nie lubię, dla mnie stanowią tylko reportaż, epatujący ludzkim > nieszczęściem, i raczej trudno dopatrywać się w tych akurat zdjęciach > walorów artystycznych. Oczywiście, że ktoś może odbierać to inaczej, ale > moja ocena była właśnie taka. > Te zdjęcia nie różniły się zresztą od fotek korespondenta wojennego rodem z > TVN czy Polsatu. > > >>Pozatym chcialbys miec taka landrynke troche gorzka, ale troche slodka. >>... gdy miejsce ma jakas tragedia to swiat zatrzymuje sie i zaczyna >>runac... nie ma tam szczescia, radosci nawet najdrobniejszych sladow ich >>nie znajdziesz i czy to jest wyznacznik, ze nie powinno sie tego > > pokazywac? > > Jasne, niech świat się zatrzymuje, wtedy, kiedy trzeba, ale wracanie w > formie dokumentu do czegoś takiego po tylu latach? > Wydaje mi się, że gdybym sam był ofiarą takiego kataklizmu chciałbym jak > najszybciej o nim zapomnieć. Tu dotykasz faktycznie dziwnego zjawiska. Ormianie (zreszta nie tylko oni) inaczej traktuja zjawisko smierci czy nieszczescia. Inne sa tradycje zwiazane chocby z odwiedzaniem grobow zmarlych. Wchodzac na cmentarz w dniu w ktorym obchodzona jest rocznica trzesienia ziemi jestes bardzo serdecznie i zdecydowanie zapraszany do wypicia kieliszka wodki za pamiec zmarlej osoby. Pijesz do polowy, zakaszasz pomidorem lub ogorkiem a reszta skrapiasz grob. Powinienes zrobic to nad kazdym grobem ktory omijasz. Co wiecej - na ulicach w miescie stoi mnostwo malych, turystycznych stolikow na ktorych sa butelki wodki, kieliszki i pomidory na zakaske. to znaczy, ze ktos chce, abys przechodzac wypil za pamiec zmarlej osoby. Poza tym kazdy mijany ormianin zaprasza do siebie - do starego namiotu w ktorym mieszka i zaczyna wspominac. Wszedzie jest wszechobecny smutek. Ormianie twierdza, ze czas radosci byl wczesniej, teraz nastal czas smutku. Poza tym widok na widok fotografa sa jeszcze bardziej smutni, placza jeszcze glosniej. Chca, aby ich smutek przekazac dalej. Czesto wpominaja historie, rzezie zainicjowane przez wladze tureckie w 1995 i 1915 roku, czystki stalinowskie. Armenia jako republika bylego ZSRR byla uwazana za najbogatsza. Ormianie chcieli, wrecz prosili aby opowiedziec o tym co ich spotkalo. Ze zdjec zrobionych w tamtym czasie powstala wystawa ktora byla pokazywana w kilku miastach. Przyszli tez ormianie mieszkajacy od kiku lat w polsce. jeden z nich rozpoznal dom w ktorym mieszkal w Armenii i swoja rodzine. Powiedzial, ze dzieki fotografii wreszcie, po tylu latach zobaczyl swoich bliskich. > Więc pokazywać wtedy, kiedy świat trzeba zatrzymać, ale teraz? Chyba tylko > jako memento? Przeoczyles informacje w opisie zdjec: Zdjecia zostaly wykonane pomiedzy 20 a 29 grudnia - niby nie ma to nic do rzeczy ale sadze, ze wiekszosc z nasz zyczyla sobie w tym okresie Spokojnych i Wesolych Swiat... > > >>smieszy mnie troche taka klasyfikacja, chociaz sam niekiedy ja uprawiam. > > To chyba po prostu jakaś próba opanowania/zaszufladkowania tego cholernego > ziemskiego bałaganu - niewykonalne i bezcelowe, ale jednak... robione. pzdr,M
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "MariuszF" napisał w wiadomości news:dp84a5$271$1@atlantis.news.tpi.pl... > Marcin Szeffer wrote: [...] Do wcześniejszego tekstu się nie ustosunkowuję, bo nie wiadomo, co komentujesz, a co nie. > Masz calkowita racje. Przegladajac Twoje wczesniejsze posty zauwazylem > spore zdziwienie, wrecz niesmak i oburzenie, ze takie - nieartystyczne > zdjecia znalazly sie na grupie (tak na marginesie - potrafisz wskazac > jakies artystyczne ktore pojawily sie ostatnio :)?). Tylko, ze one od > poczatku nie mialy miec nic wspolnego z artyzmem (umownym oczywiscie - To już OIDP zostało wyjaśnione w kontekście opisu grupy. > bo to nie nam oceniac). Mialy w jak najprostszy sposob przekazac > historie tych ludzi, emocje, sposob w jaki zyja, odczucia jakie im żyją? towarzyszą? To było 17 lat temu. > towarzysza. Gdyby mialy, gdyby zostaly uznane za niezwykle artystyczne > to moge nawet pokusic sie o stwierdzenie, ze bohaterowie zdjec zostali w > pewien sposob oszukani - ich nieszczesie zostalo wykorzystane do Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że osoby na zdjęciach były tak obojętne, że zdjęcia im... dyndały. > stworzenia dziela sztuki ktore autorowi przynioslo slawe i pieniadze. > Choc pewnie nie do konca tak - poprzez autora zostala przekazana > informacja na ktorej Im zalezalo - taka transakcja wiazana :) Wszystko > jest wzgledne. Sądzę, że nadinterpretowujesz mesjanistyczną misję rolę fotografa [...] > Sadze, ze wiekszosc ludzi bardzo szybko odwraca sie od nieszczescia - na > poczatku traktuje je jako nowosc, ciekawostke. Pozniej jednak woli > ogladac np swietne zrobione filmy ze wspanialymi efektami specjalnymi > pelne efektownie podanej przemocy. Filmy do ktorych nie musza sie > ustosunkowac, nie poruszaja ich sumien. Albo zamyka sie na nieszczescie > twierdzac, ze jest tego nieszczescia tak duzo i oni juz nie moga na to > patrzec. Nieszczescia ktore dzialy sie naprawde nie sa fotografowane > zbyt efektownie, malo w nich efektow specjalnych a na dodatek odwoluja > sie do tych pokladow wrazliwosci ktora wybija nas z codziennego ciepelka > w ktorym tak lubimy tkwic. A nie przyszło Ci do głowy, że to nadmiar epatowania nieszczęściem powoduje, że ci pozostali, których sumienia nadają się do ruszenia, mają przesyt? To normalny mechanizm i dotyczy każdego, niezależnie, czy chodzi o nadmiar czekolady czy nieszczęścia. To jest naturalna reakcja organizmu, że odwraca się do tego, co go w nadmiernej ilości dobija. Nazywanie tego brakiem wrażliwości stanowi, nomen omen o braku wrażliwości i wyczucia tego, kto za wszelką cenę chcę tą wrażliwość obudzić w kimś innym. > Mają przesyt i odpouszczają. > > Z drugiej strony, jeśli taka fotografia miałaby uwrażliwić człowieka i > > spowodować, iż zacznie on czynić jakieś działania na rzecz pokrzywdzonych, > > to może należałoby pokazać to, na taki szary człowiek ma wpływ, a nie na to, > > co się działo x lat temu > Czy teraz czy x lat temu - wyglada to podobnie. Nie, nie wygląda podobnie, a jeśli nawet - to wydźwięk i charakter zdjęć aktualnych, a niemal po dwóch dekadach jest zupełnie różny. > Uwazam, ze czlowiek sam z siebie nieczesto zacznyna czynic cos dla > pokrzywdzonych (wyjatki potwierdzaja regule) chyba, ze jego samego > dotknie to w jakis sposob, lub zostana poruszone w sposob dla niego > bezpieczny poklady wrazliwosci ktore posiada - np akcja Pajacyk na > bilbordach jakis czas temu - wystarczylo wyslac sms-a aby podarowac > obiad glodnemu dziecku. Ale zebym mogl to zrobic musialem miec > informacje odwolujaca sie do moich emocji - jak wyglada glod w polsce. I > ta informacje otrzymalem - chocby z TV czy prasy. Co zupełnie nie zmienia tego, co powiedziałem wcześniej: "Bo takie uwrażliwianie en mass i in abstracto może powodowac (i u mnie powoduje) - odwracanie się od takiej formy." I teraz mam pytanie, może byc do Ciebie: Co po 17 latach wnoszą i jakie budzą uczucia tamte zdjecia? Może inaczej: Gdzie był autor zdjęć 17 lat temu, kedy wojna była tam aktualna? Teraz, IMO, te zdjęcia mają walor wyłącznie dokumentalny. Nic więcej. -- shr
Re: dygresje...
user: MariuszF
> Do wcześniejszego tekstu się nie ustosunkowuję, bo nie wiadomo, co > komentujesz, a co nie. faktycznie - troche sie namieszalo. > > > >>bo to nie nam oceniac). Mialy w jak najprostszy sposob przekazac >>historie tych ludzi, emocje, sposob w jaki zyja, odczucia jakie im > > > żyją? towarzyszą? To było 17 lat temu. OK. moze byc czas przeszly - zreszta dotyczy to kazdego, najbardziej aktualnego zdjecia :) > > >>towarzysza. Gdyby mialy, gdyby zostaly uznane za niezwykle artystyczne >>to moge nawet pokusic sie o stwierdzenie, ze bohaterowie zdjec zostali w >>pewien sposob oszukani - ich nieszczesie zostalo wykorzystane do > > > Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że osoby na zdjęciach były tak obojętne, że > zdjęcia im... dyndały. Tak. To prawda. Nie zwracali uwagi na fotografa i na to co robi. > > >>stworzenia dziela sztuki ktore autorowi przynioslo slawe i pieniadze. >>Choc pewnie nie do konca tak - poprzez autora zostala przekazana >>informacja na ktorej Im zalezalo - taka transakcja wiazana :) Wszystko >>jest wzgledne. > > > Sądzę, że nadinterpretowujesz mesjanistyczną misję rolę fotografa Nie sadze - moze ujalem to zbyt skrotowo, ale tak bywa. Pewnie nie tak dokladnie, kazda sytuacja jest inna. > > [...] > >>Sadze, ze wiekszosc ludzi bardzo szybko odwraca sie od nieszczescia - na >>poczatku traktuje je jako nowosc, ciekawostke. Pozniej jednak woli >>ogladac np swietne zrobione filmy ze wspanialymi efektami specjalnymi >>pelne efektownie podanej przemocy. Filmy do ktorych nie musza sie >>ustosunkowac, nie poruszaja ich sumien. Albo zamyka sie na nieszczescie >>twierdzac, ze jest tego nieszczescia tak duzo i oni juz nie moga na to >>patrzec. Nieszczescia ktore dzialy sie naprawde nie sa fotografowane >>zbyt efektownie, malo w nich efektow specjalnych a na dodatek odwoluja >>sie do tych pokladow wrazliwosci ktora wybija nas z codziennego ciepelka >>w ktorym tak lubimy tkwic. > > > A nie przyszło Ci do głowy, że to nadmiar epatowania nieszczęściem powoduje, > że ci pozostali, których sumienia nadają się do ruszenia, mają przesyt? Pewnie maja - ale przesyt troche innego rodzaju. Sadze, ze to co napisales wczesniej jest czesto usprawiedliwieniem. To > normalny mechanizm i dotyczy każdego, niezależnie, czy chodzi o nadmiar > czekolady czy nieszczęścia. To jest naturalna reakcja organizmu, że odwraca > się do tego, co go w nadmiernej ilości dobija. Nazywanie tego brakiem > wrażliwości stanowi, nomen omen o braku wrażliwości i wyczucia tego, kto za > wszelką cenę chcę tą wrażliwość obudzić w kimś innym. Chodzilo mi raczej o to, ze czesto zabijamy wrazliwosc ogladajac czy uczestniczac w wydarzeniach zastepczych. I gdy miara nieszczesc jakie mozemy przyjac sie przepelni przestajemy reagowac na cokolwiek. Oczywiscie nie twierdze, ze dotyczy to wszystkich. > > >> Mają przesyt i odpouszczają. >> >>>Z drugiej strony, jeśli taka fotografia miałaby uwrażliwić człowieka i >>>spowodować, iż zacznie on czynić jakieś działania na rzecz > > pokrzywdzonych, > >>>to może należałoby pokazać to, na taki szary człowiek ma wpływ, a nie na > > to, > >>>co się działo x lat temu > > >>Czy teraz czy x lat temu - wyglada to podobnie. > > > Nie, nie wygląda podobnie, a jeśli nawet - to wydźwięk i charakter zdjęć > aktualnych, a niemal po dwóch dekadach jest zupełnie różny. > > >>Uwazam, ze czlowiek sam z siebie nieczesto zacznyna czynic cos dla >>pokrzywdzonych (wyjatki potwierdzaja regule) chyba, ze jego samego >>dotknie to w jakis sposob, lub zostana poruszone w sposob dla niego >>bezpieczny poklady wrazliwosci ktore posiada - np akcja Pajacyk na >>bilbordach jakis czas temu - wystarczylo wyslac sms-a aby podarowac >>obiad glodnemu dziecku. Ale zebym mogl to zrobic musialem miec >>informacje odwolujaca sie do moich emocji - jak wyglada glod w polsce. I >>ta informacje otrzymalem - chocby z TV czy prasy. > > > Co zupełnie nie zmienia tego, co powiedziałem wcześniej: > "Bo takie uwrażliwianie en mass i in abstracto może powodowac (i u mnie > powoduje) - odwracanie się od takiej formy." > > I teraz mam pytanie, może byc do Ciebie: > Co po 17 latach wnoszą i jakie budzą uczucia tamte zdjecia? > Może inaczej: Gdzie był autor zdjęć 17 lat temu, kedy wojna była tam > aktualna? Nie wiem dokladnie o co pytasz - ale sprobuje Co odpowiedziec. Zdjecia przyczynily sie do zorganizowania zbiorki darow - chyba byly to dwa pelne tiry - (a w tamtych czasach nie bylo latwo zgromadzic potrzebne przedmioty) ktore dotarly - zostalo to sprawdzone - do organizacji humanitarnej tam dzialajacej a towary rozdzielone pomiedzy mieszkancow. Kulkunastu ormian mieszkajacych w polsce zobaczylo po raz pierwszy swoje rodziny i domy w ktorych mieszkali - bylo to dla nich bardzo wazne. Zdjecia (bylo ich znacznie wiecej) zostaly przekazane organizacji zajmujacej sie dokumentowaniem tego wydarzenia. > Teraz, IMO, te zdjęcia mają walor wyłącznie dokumentalny. Nic więcej. I tez o to mi wlasnie chodzilo. pzdr,M
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "MariuszF" napisał w wiadomości news:dp8dbq$mcp$1@nemesis.news.tpi.pl... [...] > >>bo to nie nam oceniac). Mialy w jak najprostszy sposob przekazac > >>historie tych ludzi, emocje, sposob w jaki zyja, odczucia jakie im > > > > żyją? towarzyszą? To było 17 lat temu. > OK. moze byc czas przeszly - zreszta dotyczy to kazdego, najbardziej > aktualnego zdjecia :) Właśnie, aktualnego. Zdjęcia sprzed 17 lat w kontekście tych uczuć nie są aktualne. Uczucia tych osób ze zdjęć sprzed 17 lat już nie istnieją. A w końcu chyba chodziło żeby współczuć tego, co istnieje. Co mam im współczuć? Uczuć które mieli 17 lat temu, a po których śladu nie ma? Co innego w przypadku takich zdjęć _aktualnych_, sprzed paru dni, czy tygodni, nawet niech będzie kilku miesięcy - tu współczucie będzie aktualne. [...] > > Sądzę, że nadinterpretowujesz mesjanistyczną misję rolę fotografa > Nie sadze - moze ujalem to zbyt skrotowo, ale tak bywa. Pewnie nie tak > dokladnie, kazda sytuacja jest inna. Tak, ale tu omawiamy dość konkretną sytuację. > > A nie przyszło Ci do głowy, że to nadmiar epatowania nieszczęściem powoduje, > > że ci pozostali, których sumienia nadają się do ruszenia, mają przesyt? > Pewnie maja - ale przesyt troche innego rodzaju. Sadze, ze to co > napisales wczesniej jest czesto usprawiedliwieniem. To, co opisałem, jest normalnym mechanizmem obronnym w miarę zdrowego psychicznie człowieka. Inaczej - nie mając takiego mechanizmu i oglądając takie obrazy nie byłby w stanie podnieść się i iść dalej. > To > > normalny mechanizm i dotyczy każdego, niezależnie, czy chodzi o nadmiar > > czekolady czy nieszczęścia. To jest naturalna reakcja organizmu, że odwraca > > się do tego, co go w nadmiernej ilości dobija. Nazywanie tego brakiem > > wrażliwości stanowi, nomen omen o braku wrażliwości i wyczucia tego, kto za > > wszelką cenę chcę tą wrażliwość obudzić w kimś innym. > Chodzilo mi raczej o to, ze czesto zabijamy wrazliwosc ogladajac czy > uczestniczac w wydarzeniach zastepczych. I gdy miara nieszczesc jakie > mozemy przyjac sie przepelni przestajemy reagowac na cokolwiek. > Oczywiscie nie twierdze, ze dotyczy to wszystkich. Właśnie. I pokazywanie epatujących nieszczęściem nieaktualnych zdjęć w dobie innych aktualnych nieszczęść jest właśnie tworzeniem takiego wydarzenia zastępczego, które świetnie uodpornia na nieszczęścia aktualne. > > I teraz mam pytanie, może byc do Ciebie: > > Co po 17 latach wnoszą i jakie budzą uczucia tamte zdjecia? > > Może inaczej: Gdzie był autor zdjęć 17 lat temu, kedy wojna była tam > > aktualna? > Nie wiem dokladnie o co pytasz - ale sprobuje Co odpowiedziec. > Zdjecia przyczynily sie do zorganizowania zbiorki darow - chyba byly to > dwa pelne tiry - (a w tamtych czasach nie bylo latwo zgromadzic > potrzebne przedmioty) ktore dotarly - zostalo to sprawdzone - do > organizacji humanitarnej tam dzialajacej a towary rozdzielone pomiedzy > mieszkancow. Kulkunastu ormian mieszkajacych w polsce zobaczylo po raz > pierwszy swoje rodziny i domy w ktorych mieszkali - bylo to dla nich > bardzo wazne. Zdjecia (bylo ich znacznie wiecej) zostaly przekazane > organizacji zajmujacej sie dokumentowaniem tego wydarzenia. Czyli wywołały swój skutek wtedy - jako czynnik motywujący do pomocy. Ale wtedy były aktualne. > > Teraz, IMO, te zdjęcia mają walor wyłącznie dokumentalny. Nic więcej. > I tez o to mi wlasnie chodzilo. To po co cała rozmowa w kierunku budzenia współczucia, kiedy (pomijając słowo "też") w ostatnim poście wyraźnie wskazujesz, że obecnie zdjęcia mają walor dokumentalny. Obne spełniły swoją rolę wtedy, dziś są dokumentem, a epatowanie nieszczęściem z nieaktualnych zdjęć jest - jak wyżej napisałem - tworzeniem zastępczego współczucia, powodującego, że dziś oglądający w rezultacie uodpornią się na aktualne potrzeby współczucia. -- shr
Re: dygresje...
user: "am"
Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > Właśnie, aktualnego. Zdjęcia sprzed 17 lat w kontekście tych uczuć nie są > aktualne. Uczucia tych osób ze zdjęć sprzed 17 lat już nie istnieją. A w > końcu chyba chodziło żeby współczuć tego, co istnieje. Co mam im współczuć? > Uczuć które mieli 17 lat temu, a po których śladu nie ma? Co innego w > przypadku takich zdjęć _aktualnych_, sprzed paru dni, czy tygodni, nawet > niech będzie kilku miesięcy - tu współczucie będzie aktualne. Uwazam, ze jednak bardzo aktualne i mysle, ze dla wrazliwego czlowieka, ktory potrafii wyobrazic siebie w takiej sytuacji, jaka zobaczyl na fotografiach. Jest to material, ktory powoduje zadawanie sobie pytan, daje wyobrazenie o czyms, co w zyciu moze spotkac. > To po co cała rozmowa w kierunku budzenia współczucia, kiedy (pomijając > słowo "też") w ostatnim poście wyraźnie wskazujesz, że obecnie zdjęcia mają > walor dokumentalny. > Obne spełniły swoją rolę wtedy, dziś są dokumentem, a epatowanie > nieszczęściem z nieaktualnych zdjęć jest - jak wyżej napisałem - tworzeniem > zastępczego współczucia, powodującego, że dziś oglądający w rezultacie > uodpornią się na aktualne potrzeby współczucia. Chyba nie wiesz czym jest dokument. Polecam film, ktory bedzie emitowany w poniedzialek na TVN - 22:40 Dzieci z Leningradzkiego Hanny Polak i Andrzeja Celińskiego. Myslisz ze ten film za 10 lat nie bedzie mial racji bytu, zeby odzialywal na czlowieka? Polecam, chyba ze nie jestes zwolennikiem rzeczywistowsci i bedziesz zyl w utopijnej wizji pieknego i nie skazonego swiata. .am
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "MariuszF" napisał w wiadomości news:dp87hc$dmj$1@atlantis.news.tpi.pl... > > W końcu to ocena, z danej chwili. Oczywiście okoliczności budzą współczucie, > > ale czy nie jest to współczucie fałszywe, > To juz sam sobie musisz odpowiedziec, czy Twoje wspolczucie jest > falszywe czy tez nie. Jeśli temat jest zastępczy, to i współczucie będzie nieautentyczne. > > Jeden taki, ponoć "profesjonalista", nawet _na tej grupie_, prezentował jako > > środek wyrazu zdjęcie odchodów na trawie... > Wczesniej byly odchody w puszce - i zostaly uznane za sztuke. nawet za > wielka sztuke. Jesli sie nie myle mozna kupic to czasami na aukcjach > sztuki - ceny niebotyczne :). Warto byc pierwszym :) Wiem, że sztuka jest różna, jeden lubi kwiatki w wazonie, drugi g... w puszce. Można to nawet prezentować, ale autor powinien mieć świadomość, że jego ekshibicjonizm daje pojęcie o jego poczuciu sztuki. > > Może być sztuką, ale nie zawsze jest, co odnoszę właśnie do zdjęć wojennych > > sprzed 17 lat.. > Czy wiekszosc piszacych na tej grupie ma jakis kompleks artysty :)? To nie tyle kwesta kompleksu artysty, ile celowości publikowania niektórych form wyrazu. > > Na później wskazanych przykładach - w mojej oczywiście ocenie - zauważyłem, > > że są zdjęcia z kataklizmów, które zieją beznadziejną rozpaczą, > Czy to znaczy, ze sa gorsze? Moze sa mniej strawne, mniej przyjemne we > wchlanianiu ? Żeby zdjęcia z Armenii były strawne muszą mieć jakiś cel, a IMO nie mają - nawet emocji po tylu latach nie przekazują. > > a są też > > takie (ze wskazanych linków), na których twarze czy zachowania > > fotografowanych w trudnych warunkach osón tchną nadzieją, że będzie lepiej. > Sugerujesz, ze zdjecia na ktorych widac, ze "bedzie lepiej" sa juz > artystyczne ? To juz przerabialismy przez jakies 40 lat :)) Nie, może nie są artystyczne, ale nie budzą odrazy. Radość się pamięta, o rozpaczy się zapomina. Na rozpacz się człowiek uodpornia, na radość nie. Więc znowu pytanie każdorazowo o sens/celowość publikowania rozpaczy. > Tu tez poruszasz ciekawy problem. Nazwijmy to: estetyzacja nieszczescia. Raczej nie to, raczej poszukiwanie oznak życia wśród najbardziej tragicznych momentów egzystencji. Zasadniczo ludzie szukają nadziei, i chcą wiedzieć, ż inni też ją mają, nie zaś zwątpienia. > > Jasne, niech świat się zatrzymuje, wtedy, kiedy trzeba, ale wracanie w > > formie dokumentu do czegoś takiego po tylu latach? > > Wydaje mi się, że gdybym sam był ofiarą takiego kataklizmu chciałbym jak > > najszybciej o nim zapomnieć. > Tu dotykasz faktycznie dziwnego zjawiska. Ormianie (zreszta nie tylko > oni) inaczej traktuja zjawisko smierci czy nieszczescia. Inne sa > tradycje zwiazane chocby z odwiedzaniem grobow zmarlych. Wchodzac na > cmentarz w dniu w ktorym obchodzona jest rocznica trzesienia ziemi > jestes bardzo serdecznie i zdecydowanie zapraszany do wypicia kieliszka > wodki za pamiec zmarlej osoby. Pijesz do polowy, zakaszasz pomidorem lub > ogorkiem a reszta skrapiasz grob. > [...] [opis obyczjów lokalnych, zupełnie odmiennych od naszych] > tureckie w 1995 i 1915 roku, czystki stalinowskie. Armenia jako > republika bylego ZSRR byla uwazana za najbogatsza. Ormianie chcieli, > wrecz prosili aby opowiedziec o tym co ich spotkalo. Zatem w takim kontekście pokazane zdjęcia pokazują koszmarnie wycięty z prawdziwego kontekstu kawałek rzeczywistości, tak zafałszowany, że nawet dokumentalny charakter prezentowanych zdjęć bez takiego opisu trafia szlag. Pojawia mi się pytanie, co w takim razie te zdjęcia przedstawiają? Wygląda to jak w dowcipie o spotkaniu kowboja i indianina na prerii.... te same obrazy/znaki a ich znaczenie i rozumienie przez każdego z nich jest zupełnie inne. > Ze zdjec zrobionych w tamtym czasie powstala wystawa ktora byla > pokazywana w kilku miastach. Przyszli tez ormianie mieszkajacy od kiku > lat w polsce. jeden z nich rozpoznal dom w ktorym mieszkal w Armenii i > swoja rodzine. Powiedzial, ze dzieki fotografii wreszcie, po tylu latach > zobaczyl swoich bliskich. Tu przynajmniej cel się odnalazł - aczkolwiek wygląda, że przypadkowo, bez zamiaru ze strony wystawiającego zdjęcia. Ale niech będzie. > > Więc pokazywać wtedy, kiedy świat trzeba zatrzymać, ale teraz? Chyba tylko > > jako memento? > Przeoczyles informacje w opisie zdjec: Zdjecia zostaly wykonane pomiedzy > 20 a 29 grudnia - niby nie ma to nic do rzeczy ale sadze, ze wiekszosc z > nasz zyczyla sobie w tym okresie Spokojnych i Wesolych Swiat... A czy przeoczyłem informację, że Boże Narodzenie w Armenii jest 6 stycznia, a nie 25-26 grudnia? Okres - co prawda, dość zbliżony, jadnekże nie tożsamy. Więc ten grudzień to nie jest okres ich świąt. Stąd bez takiej informacji znowu wartość dokumentalna jest IMO jakby niepełna... P.S. Mariusz, mam prośbę, tnij cytaty, rób linijkę odstępu zanim zaczniesz swoją wypowiedź i wycinaj całkowicie to, do czego się nie odnosisz, bo źle się czyta taki niepoformatowany tekst. Jako fotograf (zapewne) przywiązujesz dużą wagę do formy, to się także chyba odnosi do formy wypowiedzi? -- shr.
Re: dygresje...
user: MariuszF
> > > To po co cała rozmowa w kierunku budzenia współczucia, kiedy (pomijając > słowo "też") w ostatnim poście wyraźnie wskazujesz, że obecnie zdjęcia mają > walor dokumentalny. > Obne spełniły swoją rolę wtedy, dziś są dokumentem, a epatowanie > nieszczęściem z nieaktualnych zdjęć jest - jak wyżej napisałem - tworzeniem > zastępczego współczucia, powodującego, że dziś oglądający w rezultacie > uodpornią się na aktualne potrzeby współczucia. Niezla konstrukcja:) - pojde dalej: sugerujesz skasowanie wszystkich tego rodzaju zdjec (moze tylko w internecie wystarczy) aby ogladanie ich nie wytwarzalo zastepczego wspolczucia aby te z kolei nie zabijalo tego prawdziwego...? Sadze, ze wywiazala sie naprawde interesujaca dyskusja. Dziekuje i pozdrawiam, Mariusz >
Re: dygresje...
user: MariuszF
> > Zatem w takim kontekście pokazane zdjęcia pokazują koszmarnie wycięty z > prawdziwego kontekstu kawałek rzeczywistości, tak zafałszowany, że nawet > dokumentalny charakter prezentowanych zdjęć bez takiego opisu trafia szlag. > Pojawia mi się pytanie, co w takim razie te zdjęcia przedstawiają? > Wygląda to jak w dowcipie o spotkaniu kowboja i indianina na prerii.... te > same obrazy/znaki a ich znaczenie i rozumienie przez każdego z nich jest > zupełnie inne. > > >>Ze zdjec zrobionych w tamtym czasie powstala wystawa ktora byla >>pokazywana w kilku miastach. Przyszli tez ormianie mieszkajacy od kiku >>lat w polsce. jeden z nich rozpoznal dom w ktorym mieszkal w Armenii i >>swoja rodzine. Powiedzial, ze dzieki fotografii wreszcie, po tylu latach >>zobaczyl swoich bliskich. > > > Tu przynajmniej cel się odnalazł - aczkolwiek wygląda, że przypadkowo, bez > zamiaru ze strony wystawiającego zdjęcia. > Ale niech będzie. > > >>>Więc pokazywać wtedy, kiedy świat trzeba zatrzymać, ale teraz? Chyba > > tylko > >>>jako memento? > > >>Przeoczyles informacje w opisie zdjec: Zdjecia zostaly wykonane pomiedzy >>20 a 29 grudnia - niby nie ma to nic do rzeczy ale sadze, ze wiekszosc z >>nasz zyczyla sobie w tym okresie Spokojnych i Wesolych Swiat... > > > A czy przeoczyłem informację, że Boże Narodzenie w Armenii jest 6 stycznia, > a nie 25-26 grudnia? > Okres - co prawda, dość zbliżony, jadnekże nie tożsamy. Więc ten grudzień to > nie jest okres ich świąt. > Stąd bez takiej informacji znowu wartość dokumentalna jest IMO jakby > niepełna... > > P.S. Mariusz, mam prośbę, tnij cytaty, rób linijkę odstępu zanim zaczniesz > swoją wypowiedź i wycinaj całkowicie to, do czego się nie odnosisz, bo źle > się czyta taki niepoformatowany tekst. Jako fotograf (zapewne) przywiązujesz > dużą wagę do formy, to się także chyba odnosi do formy wypowiedzi?
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dp8fsn$e42$1@atlantis.news.tpi.pl... > > Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > > Właśnie, aktualnego. Zdjęcia sprzed 17 lat w kontekście tych uczuć nie są > > aktualne. Uczucia tych osób ze zdjęć sprzed 17 lat już nie istnieją. A w > > końcu chyba chodziło żeby współczuć tego, co istnieje. Co mam im > > współczuć? > > Uczuć które mieli 17 lat temu, a po których śladu nie ma? Co innego w > > przypadku takich zdjęć _aktualnych_, sprzed paru dni, czy tygodni, nawet > > niech będzie kilku miesięcy - tu współczucie będzie aktualne. > > Uwazam, ze jednak bardzo aktualne i mysle, ze dla wrazliwego czlowieka, > ktory potrafii wyobrazic siebie w takiej sytuacji, jaka zobaczyl > na fotografiach. Jest to material, ktory powoduje zadawanie sobie > pytan, daje wyobrazenie o czyms, co w zyciu moze spotkac. > Staram się wyobrazić siebie w takiej sytuacji jak na zdjęciach, ale chyba wobec ogromu nieszczęścia nie będzie to możliwe, dopóki sam się nie znajdę w takiej sytuacji. Ale pytanie było o celowość publikowania tych konkretnych zdjęć _teraz_. > > To po co cała rozmowa w kierunku budzenia współczucia, kiedy (pomijając > > słowo "też") w ostatnim poście wyraźnie wskazujesz, że obecnie zdjęcia > > mają walor dokumentalny. > > One spełniły swoją rolę wtedy, dziś są dokumentem, a epatowanie > > nieszczęściem z nieaktualnych zdjęć jest - jak wyżej napisałem - > > tworzeniem > > zastępczego współczucia, powodującego, że dziś oglądający w rezultacie > > uodpornią się na aktualne potrzeby współczucia. > > Chyba nie wiesz czym jest dokument. Polecam film, ktory bedzie > emitowany w poniedzialek na TVN - 22:40 Dzieci z Leningradzkiego > Hanny Polak i Andrzeja Celińskiego. Myslisz ze ten film za 10 lat > nie bedzie mial racji bytu, zeby odzialywal na czlowieka? > Polecam, chyba ze nie jestes zwolennikiem rzeczywistowsci > i bedziesz zyl w utopijnej wizji pieknego i nie skazonego swiata. Film jako dokument jednak inaczej oddziałowuje na wyobraźnię, zwłaszcza, jeśli jeszcze skoncentrowany jest na dzieciach - jest to dokument innego rodzaju. Nie jestem też w stanie sobie także dzisiaj wyobrazić, jakie odczucia będzie on budził za 17 lat. Jeśli za ten czas świat będzie tak samo beznadziejny (obrazowo) jak dziś, z jego wszystkimi kataklizmami, wojnami czy nieszczęściami, to pewnie będzie budził we mnie takie same uczucia, jak dziś zdjęcia z Armenii. W końcu jak głębokie uczucie współczucia budzą w Tobie opisy zdobycia Troi i wyrżnięcia jej obrońców po tylu latach? Czy tez opisy głogowskich dzieci na niemieckich machinach oblężniczych? Albo opisy zrzucania kaleków z Petry w w Sparcie? To w końu też dokumenty, tyle, że pisane... -- shr.
Re: dygresje...
user: "am"
Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > Żeby zdjęcia z Armenii były strawne muszą mieć jakiś cel, a IMO nie mają - > nawet emocji po tylu latach nie przekazują. Calkowicie subiektywne odczucie. > > Przeoczyles informacje w opisie zdjec: Zdjecia zostaly wykonane pomiedzy > > 20 a 29 grudnia - niby nie ma to nic do rzeczy ale sadze, ze wiekszosc z > > nasz zyczyla sobie w tym okresie Spokojnych i Wesolych Swiat... > > A czy przeoczyłem informację, że Boże Narodzenie w Armenii jest 6 stycznia, > a nie 25-26 grudnia? > Okres - co prawda, dość zbliżony, jadnekże nie tożsamy. Więc ten grudzień to > nie jest okres ich świąt. > Stąd bez takiej informacji znowu wartość dokumentalna jest IMO jakby > niepełna... Czytaj ze zrozumieniem! U nas byl okres swiateczny, a tam wydarzyla sie tragedia. A w wiekszosci Ormianie przynaleza do Świętego Apostolskiego Katolickiego Kościóła Ormiańskiego - i nie mozna tu mylic z religia kosciola prawoslawnego. .am
Re: dygresje...
user: MariuszF
>>Tu dotykasz faktycznie dziwnego zjawiska. Ormianie (zreszta nie tylko >>oni) inaczej traktuja zjawisko smierci czy nieszczescia. Inne sa >>tradycje zwiazane chocby z odwiedzaniem grobow zmarlych. Wchodzac na >>cmentarz w dniu w ktorym obchodzona jest rocznica trzesienia ziemi >>jestes bardzo serdecznie i zdecydowanie zapraszany do wypicia kieliszka >>wodki za pamiec zmarlej osoby. Pijesz do polowy, zakaszasz pomidorem lub >>ogorkiem a reszta skrapiasz grob. >>[...] [opis obyczjów lokalnych, zupełnie odmiennych od naszych] >>tureckie w 1995 i 1915 roku, czystki stalinowskie. Armenia jako >>republika bylego ZSRR byla uwazana za najbogatsza. Ormianie chcieli, >>wrecz prosili aby opowiedziec o tym co ich spotkalo. > > > Zatem w takim kontekście pokazane zdjęcia pokazują koszmarnie wycięty z > prawdziwego kontekstu kawałek rzeczywistości, tak zafałszowany, że nawet > dokumentalny charakter prezentowanych zdjęć bez takiego opisu trafia szlag. > Pojawia mi się pytanie, co w takim razie te zdjęcia przedstawiają? > Wygląda to jak w dowcipie o spotkaniu kowboja i indianina na prerii.... te > same obrazy/znaki a ich znaczenie i rozumienie przez każdego z nich jest > zupełnie inne. Niestety - fotografia, szczegolnie dokumentalna nie jest doskonalym ani obiektywnym srodkiem wyrazu. Opisy zmieniaja a czesto wypaczaja obraz. Gdzies nawet jest o tym spore opracowanie - ale gdzies mi umknelo. > > >>Ze zdjec zrobionych w tamtym czasie powstala wystawa ktora byla >>pokazywana w kilku miastach. Przyszli tez ormianie mieszkajacy od kiku >>lat w polsce. jeden z nich rozpoznal dom w ktorym mieszkal w Armenii i >>swoja rodzine. Powiedzial, ze dzieki fotografii wreszcie, po tylu latach >>zobaczyl swoich bliskich. > > > Tu przynajmniej cel się odnalazł - aczkolwiek wygląda, że przypadkowo, bez > zamiaru ze strony wystawiającego zdjęcia. > Ale niech będzie. Czesto bywa, ze historia celu jest bardzo pokretna - sadze, najwazniejsze jest to co sie osiaga bez wzglwdu na pokretnosc ustalania celow. Zreszta cel dosc czesto idzie swoja droga... > > >>>Więc pokazywać wtedy, kiedy świat trzeba zatrzymać, ale teraz? Chyba > > tylko > >>>jako memento? > > >>Przeoczyles informacje w opisie zdjec: Zdjecia zostaly wykonane pomiedzy >>20 a 29 grudnia - niby nie ma to nic do rzeczy ale sadze, ze wiekszosc z >>nasz zyczyla sobie w tym okresie Spokojnych i Wesolych Swiat... > > > A czy przeoczyłem informację, że Boże Narodzenie w Armenii jest 6 stycznia, > a nie 25-26 grudnia? > Okres - co prawda, dość zbliżony, jadnekże nie tożsamy. Więc ten grudzień to > nie jest okres ich świąt. > Stąd bez takiej informacji znowu wartość dokumentalna jest IMO jakby > niepełna... > > P.S. Mariusz, mam prośbę, tnij cytaty, rób linijkę odstępu zanim zaczniesz > swoją wypowiedź i wycinaj całkowicie to, do czego się nie odnosisz, bo źle > się czyta taki niepoformatowany tekst. Jako fotograf (zapewne) przywiązujesz > dużą wagę do formy, to się także chyba odnosi do formy wypowiedzi? OK. Faktycznie zrobilo sie tego sporo ale wszystko wydaje mi sie dosc wazne. pzdr,m
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "MariuszF" napisał w wiadomości news:dp8g8g$ss5$1@nemesis.news.tpi.pl... > > To po co cała rozmowa w kierunku budzenia współczucia, kiedy (pomijając > > słowo "też") w ostatnim poście wyraźnie wskazujesz, że obecnie zdjęcia mają > > walor dokumentalny. > > Obne spełniły swoją rolę wtedy, dziś są dokumentem, a epatowanie > > nieszczęściem z nieaktualnych zdjęć jest - jak wyżej napisałem - tworzeniem > > zastępczego współczucia, powodującego, że dziś oglądający w rezultacie > > uodpornią się na aktualne potrzeby współczucia. > Niezla konstrukcja:) - pojde dalej: sugerujesz skasowanie wszystkich > tego rodzaju zdjec (moze tylko w internecie wystarczy) aby ogladanie ich > nie wytwarzalo zastepczego wspolczucia aby te z kolei nie zabijalo tego > prawdziwego...? A może nie tędy droga? Może uwrażliwianie trzeba zacząć inną drogą? Sugerowałem tylko zasadność celowości poblikacji tych konkretnych zdjęć w celu budzenia współczucia. -- shr
Re: dygresje...
user: MariuszF
>>>Obne spełniły swoją rolę wtedy, dziś są dokumentem, a epatowanie >>>nieszczęściem z nieaktualnych zdjęć jest - jak wyżej napisałem - > > tworzeniem > >>>zastępczego współczucia, powodującego, że dziś oglądający w rezultacie >>>uodpornią się na aktualne potrzeby współczucia. >> >>Niezla konstrukcja:) - pojde dalej: sugerujesz skasowanie wszystkich >>tego rodzaju zdjec (moze tylko w internecie wystarczy) aby ogladanie ich >>nie wytwarzalo zastepczego wspolczucia aby te z kolei nie zabijalo tego >>prawdziwego...? > > > A może nie tędy droga? Może uwrażliwianie trzeba zacząć inną drogą? > Sugerowałem tylko zasadność celowości poblikacji tych konkretnych zdjęć w > celu budzenia współczucia. Sadze, ze jestesmy wrazliwi tak jak tylko potrafimy byc. Nie trzeba szukac innych drog. Pewnie trzeba wyznaczac nowe (adopcja dzieci przez internet - wpacasz 100 USD miesiecznie na utrzymanie), korzystac z nowego medium (bilbordy, akcje gdzie wystarczy, ze wyslesz sms-a). Mam wrazenie, ze pomagamy tym chetniej im suma jest mniejsza a darowanie jej proste. Ale zawsze na poczatku jest informacja. Tekst lub zdjecie - nie ma znaczenia. pzdr,m >
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dp8gks$gpg$1@atlantis.news.tpi.pl... > > Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > > > Żeby zdjęcia z Armenii były strawne muszą mieć jakiś cel, a IMO nie mają - > > nawet emocji po tylu latach nie przekazują. > > Calkowicie subiektywne odczucie. Zgadzam się z Tobą, o tym, że to odczuwanie jest subiektywne, napisałem sam w bodajże pierwszym moim poście w tym wątku. > > > Przeoczyles informacje w opisie zdjec: Zdjecia zostaly wykonane pomiedzy > > > 20 a 29 grudnia - niby nie ma to nic do rzeczy ale sadze, ze wiekszosc z > > > nasz zyczyla sobie w tym okresie Spokojnych i Wesolych Swiat... > > > > A czy przeoczyłem informację, że Boże Narodzenie w Armenii jest 6 > > stycznia, a nie 25-26 grudnia? > > Okres - co prawda, dość zbliżony, jadnekże nie tożsamy. Więc ten grudzień > > to nie jest okres ich świąt. > > Stąd bez takiej informacji znowu wartość dokumentalna jest IMO jakby > > niepełna... > Czytaj ze zrozumieniem! U nas byl okres swiateczny, a tam wydarzyla sie > tragedia. Ale u nich nie, więc porównujmy ich dzień powszedni z naszym dniem powszednim, albo nasze święta z ich świętami. Bo inaczej to jest porównywanie czy lepsze jest swięto słońca Aborygenów czy dzień powszedni europejczyka. Ewentualnie dla pełności informacji należałoby przyznajmniej zaznaczyć, że u nich święta są w innym terminie. Można by przedstawiać jako obraz tragedii mieszkańców Nepalu w grudniu, bez choinki, traktując oglądających jak idiotów, którzy myślą, że biedni ci Nepalczycy, nie stać ich na choinkę, podczas, gdy brak informacji o tym, że bynajmniej chrześcijanami to oni nie są. Dzień 6 stycznia (jako Bożę Narodzenie) jest w Armenii świętem państwowym. Więc myślę, że można właśnie tą datę przyjąć jako wiążącą dla świąt, bez wdawania się, do którego odłamu chrześcijaństwa należą. -- shr.
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "MariuszF" napisał w wiadomości news:dp8gp9$h84$1@atlantis.news.tpi.pl... [...] > > Zatem w takim kontekście pokazane zdjęcia pokazują koszmarnie wycięty z > > prawdziwego kontekstu kawałek rzeczywistości, tak zafałszowany, że nawet > > dokumentalny charakter prezentowanych zdjęć bez takiego opisu trafia szlag. > > Pojawia mi się pytanie, co w takim razie te zdjęcia przedstawiają? > > Wygląda to jak w dowcipie o spotkaniu kowboja i indianina na prerii.... te > > same obrazy/znaki a ich znaczenie i rozumienie przez każdego z nich jest > > zupełnie inne. > > Niestety - fotografia, szczegolnie dokumentalna nie jest doskonalym ani > obiektywnym srodkiem wyrazu. Opisy zmieniaja a czesto wypaczaja obraz. > Gdzies nawet jest o tym spore opracowanie - ale gdzies mi umknelo. Ale widzisz Mariusz, okazuje się, że także brak opisów może zniekształać tą sfotografowaną rzeczywistość. > >>Ze zdjec zrobionych w tamtym czasie powstala wystawa ktora byla > >>pokazywana w kilku miastach. Przyszli tez ormianie mieszkajacy od kiku > >>lat w polsce. jeden z nich rozpoznal dom w ktorym mieszkal w Armenii i > >>swoja rodzine. Powiedzial, ze dzieki fotografii wreszcie, po tylu latach > >>zobaczyl swoich bliskich. > > Tu przynajmniej cel się odnalazł - aczkolwiek wygląda, że przypadkowo, bez > > zamiaru ze strony wystawiającego zdjęcia. > > Ale niech będzie. > > Czesto bywa, ze historia celu jest bardzo pokretna - sadze, > najwazniejsze jest to co sie osiaga bez wzglwdu na pokretnosc ustalania > celow. Zreszta cel dosc czesto idzie swoja droga... Jasne. Ale tu moim zdaniem właśnie chodziło o precyzję wyrazu, a nie o przypadkowe skutki. Kiepskim jest zaiste dokumentalista, który liczy na przypadkowe skutki własnych działań. -- shr
Re: dygresje...
user: "am"
Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > > Uwazam, ze jednak bardzo aktualne i mysle, ze dla wrazliwego czlowieka, > > ktory potrafii wyobrazic siebie w takiej sytuacji, jaka zobaczyl > > na fotografiach. Jest to material, ktory powoduje zadawanie sobie > > pytan, daje wyobrazenie o czyms, co w zyciu moze spotkac. > > > Staram się wyobrazić siebie w takiej sytuacji jak na zdjęciach, ale chyba > wobec ogromu nieszczęścia nie będzie to możliwe, dopóki sam się nie znajdę w > takiej sytuacji. Ale pytanie było o celowość publikowania tych konkretnych > zdjęć _teraz_. A czy lepiej by bylo, jakby fotografie zostaly pokazane ponownie w okragla rocznice 15 czy 20 lat po tym zdarzeniu. Dla mnie zobaczenie tego cyklu bylo piekna refleksja w temacie swiat. Duzo bardziej to zadzialalo niz dmuchane mikolaje i swiateczne promocje. > > Chyba nie wiesz czym jest dokument. Polecam film, ktory bedzie > > emitowany w poniedzialek na TVN - 22:40 Dzieci z Leningradzkiego > > Hanny Polak i Andrzeja Celińskiego. Myslisz ze ten film za 10 lat > > nie bedzie mial racji bytu, zeby odzialywal na czlowieka? > > Polecam, chyba ze nie jestes zwolennikiem rzeczywistowsci > > i bedziesz zyl w utopijnej wizji pieknego i nie skazonego swiata. > > Film jako dokument jednak inaczej oddziałowuje na wyobraźnię, zwłaszcza, > jeśli jeszcze skoncentrowany jest na dzieciach - jest to dokument innego > rodzaju. > Nie jestem też w stanie sobie także dzisiaj wyobrazić, jakie odczucia będzie > on budził za 17 lat. Dla mnie obraz filmowy jest bardziej sugestywny, czyli jest wizja autora ktora niekiedy przeszkadza w refleksyjnym odbiorze jak obraz na fotografii. Dlatego niekiedy wole ogladac fotografie, a czasem film dokumentalny. Faktycznie - material o bezdomnych doroslych bedzie inny niz o bezdomnych dzieciach. (ciacho) > W końcu jak głębokie uczucie współczucia budzą w Tobie opisy zdobycia Troi i > wyrżnięcia jej obrońców po tylu latach? Czy tez opisy głogowskich dzieci na > niemieckich machinach oblężniczych? Albo opisy zrzucania kaleków z Petry w > w Sparcie? To w końu też dokumenty, tyle, że pisane... A nie oddaliles sie zbytnio w czasie? Tak samo mozna uwazac, ze to co wydarzylo sie w obozach koncentracyjnych jest juz 'przytlumione' - czasem, bo wydarzylo sie juz tak dawno, ze nie ma powodu, aby o tym przypominac. .am
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "MariuszF" napisał w wiadomości news:dp8h8q$1sq$1@nemesis.news.tpi.pl... [...] > proste. Ale zawsze na poczatku jest informacja. Tekst lub zdjecie - nie > ma znaczenia. Jasne. 100% racji. Ale niech ta informacja będzie dobrze wymierzonym, celnym strzałem, a nie bombą, która wybucha po latach. P.S. Szkoda, że nie ma możliwości spotkać się w realu, przynajmniej póki, co. Myślę, że bezpośrednia rozmowa byłaby jeszcze bardziej interesująca. -- shr.
Re: dygresje...
user: MariuszF
> > Jasne. Ale tu moim zdaniem właśnie chodziło o precyzję wyrazu, a nie o > przypadkowe skutki. > Kiepskim jest zaiste dokumentalista, który liczy na przypadkowe skutki > własnych działań. Pewnie miales na mysli rezysera jakiegos sensacyjnego filmu :)? Nawet nie przypuszczasz jak bardzo przypadek rzadzi skutkiem jaki wywola praca dokumentalisty...
Re: dygresje...
user: MariuszF
Marcin Szeffer wrote: > Użytkownik "MariuszF" napisał w wiadomości > news:dp8h8q$1sq$1@nemesis.news.tpi.pl... > > [...] > >>proste. Ale zawsze na poczatku jest informacja. Tekst lub zdjecie - nie >>ma znaczenia. > > > Jasne. 100% racji. Ale niech ta informacja będzie dobrze wymierzonym, celnym > strzałem, a nie bombą, która wybucha po latach. Ona wybuchla juz wczesniej. Z naprawde duza moca. Wiem, wiem zapytasz: to po co przypominac o tym znowu...? I zaczynamy od poczatku :) > > P.S. Szkoda, że nie ma możliwości spotkać się w realu, przynajmniej póki, > co. > Myślę, że bezpośrednia rozmowa byłaby jeszcze bardziej interesująca. Tez tak mysle. A tak na marginesie: co sadzisz o estetyzacji nieszczescia we wspolczesnej fotografii ? pzdr, M.
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dp8hm5$k6v$1@atlantis.news.tpi.pl... [...] > Dla mnie obraz filmowy jest bardziej sugestywny, czyli jest wizja autora > ktora niekiedy przeszkadza w refleksyjnym odbiorze jak obraz na fotografii. > Dlatego niekiedy wole ogladac fotografie, a czasem film dokumentalny. Jasne. Ja też. I za każdym razem lubię mieć pełnię informacji o przedmiocie sprawy. A nie wyrwany fragment, tak "nieistotny" jak różnice w dacie świąt czy obyczajach lokalnych. > Faktycznie - material o bezdomnych doroslych bedzie inny niz o bezdomnych > dzieciach. Nie powiesz mi, że nie budzą różnych odczuć... Jeśli jeszcze dodam Ci od siebie informację: Po kilku latach pracy z bezdomnymi dorosłymi mogę Ci powiedzieć, że 95% z nich jest bezdomna z własnego wyboru. A dzieci, niestety takiego wyboru nie miały. > > W końcu jak głębokie uczucie współczucia budzą w Tobie opisy zdobycia Troi > > i wyrżnięcia jej obrońców po tylu latach? Czy tez opisy głogowskich dzieci > > na niemieckich machinach oblężniczych? Albo opisy zrzucania kaleków z Petry > > w Sparcie? To w końu też dokumenty, tyle, że pisane... > > A nie oddaliles sie zbytnio w czasie? Tak samo mozna uwazac, ze to co > wydarzylo sie w obozach koncentracyjnych jest juz 'przytlumione' - czasem, bo > wydarzylo > sie juz tak dawno, ze nie ma powodu, aby o tym przypominac. Wiesz, grypa hiszpanka z 1918 roku zebrała zdaje się większe żniwo niż obie wojny światowe razem wzięte. Dla takich tragedii chyba są istotne dwa czynniki: skala tragedii i odległość w czasie. Generalnie chyba istotniejsza jest ta odległość w czasie, chyba, że skala zdarzenia ją przesłania, bądź inna, późniejsza tragedia - jak II wojna przysłoniła pierwszą. Nie znaczy to, oczywiście, że nie mamy o nich mówić, ale niech będzie temu przyświecał jakiś konkretny, sprecyzowany cel, a nie tylko pokazanie fotek po latach, "bo się tam było i kiedyś zrobiło się akcję". Poza tym, chciałem wskazać na tą odległość w czasie. Bo założenie: "Skoro była tragedia, to przecież nalezy o niej trąbić za wszelką cenę, niezależnie, kiedy się zdarzyła" dla samego faktu, że była tragedia, pozbawione jest sensu i nie wywoła specjalnych refleksji n/t ułomności i wredoty ludzkiego charakteru, co więcej, będzie tylko tematem zastępczym. -- shr.
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "MariuszF" napisał w wiadomości news:dp8ie6$4ko$1@nemesis.news.tpi.pl... > > > > > Jasne. Ale tu moim zdaniem właśnie chodziło o precyzję wyrazu, a nie o > > przypadkowe skutki. > > Kiepskim jest zaiste dokumentalista, który liczy na przypadkowe skutki > > własnych działań. > > Pewnie miales na mysli rezysera jakiegos sensacyjnego filmu :)? > > Nawet nie przypuszczasz jak bardzo przypadek rzadzi skutkiem jaki wywola > praca dokumentalisty... Moze nie przypuszczam, bo nie jestem dokumentalistą, jednakże nie mogę tworzyć wystawy bez założenia, licząc, że _tylko_ przypadek spowoduje, że będzie ona miała cel. Od dokumentalisty chyba można wymagać, aby przedstawiał zdarzenia z sensem, w sposób kompletny i rzetelnym nie wyrwany choćby z kontekstu obyczajowego. Inaczej taki dokumentalista zaczyna być dokumentalistą nieodpowiedzialnym. Grzybek/kwiatek/robaczka sobie możesz pokazać kiedy chcesz, zawsze będzie taki sam, ale zdarzenia polityczne, historyczne czy obyczajowe mogą być za każdym razem odbierane inaczej. I to dokumentalista powinien starać się przewidzieć. Jak choćby głupie różnice w dacie swiąt. -- shr.
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "MariuszF" napisał w wiadomości news:dp8ikr$ndn$1@atlantis.news.tpi.pl... > >>proste. Ale zawsze na poczatku jest informacja. Tekst lub zdjecie - nie > >>ma znaczenia. > > Jasne. 100% racji. Ale niech ta informacja będzie dobrze wymierzonym, celnym > > strzałem, a nie bombą, która wybucha po latach. > Ona wybuchla juz wczesniej. Z naprawde duza moca. Wiem, wiem zapytasz: > to po co przypominac o tym znowu...? I zaczynamy od poczatku :) :) [...] > A tak na marginesie: co sadzisz o estetyzacji nieszczescia we > wspolczesnej fotografii ? Tak w skrócie? Każdy ma swój poziom percepcji. Powstaje pytanie, jak dotrzeć do tego poziomu percepcji tak, aby wywołać jak największe skutki, jak obudzić tą wrażliwość. Może ta eststyzacja to usiłowanie uśrednienia/dopasowania poziomu przekazu, aby trafić do mas? Ale powstaje pytanie o cel czy o metodę, czy to się sprawdza? Albo w jakim procencie? Wreszcie... a może, co powinno być na początku, co należy rozumieć jako estetyzację nieszczęścia? Czy nie jest to kolejne pojęcie wytrych, mające służyć usprawiedliweniu pewnych socjotechnik na uzytek komercyjny/polityczny/religijny etc? A jeśli nie, to co wsadzić w to pojęcie? I czy tylko w fotografii czy w ogóle, bo w końcu nie tylko do fotografii ma ono zastosowanie... Chyba mam tu więcej pytań niż odpowiedzi. Przykro mi zatem, że nie jestem w stanie Cie usatysfakcjonować... -- shr
Re: dygresje...
user: "Marek Mollin 'rogus'"
Dnia 01-01-2006 o 13:20:31 Marcin Szeffer napisał: > Dzień 6 stycznia (jako Bożę Narodzenie) jest w Armenii świętem > państwowym. > Więc myślę, że można właśnie tą datę przyjąć jako wiążącą dla świąt, bez > wdawania się, do którego odłamu chrześcijaństwa należą. bozeeee... tu chodzi o to, ze gdy my spokojnie wcinalismy swiniaka we wlasnych domostwach tam ludzi dotknela tragedia... zgranie czasow wplywa tylko pozytywnie na atmosfere zdjec i nawet w bardziej widoczny sposob imo atakuje odbiorce! -- Używam programu pocztowego Opery: http://www.opera.com/mail/
Re: dygresje...
user: "am"
Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > > Faktycznie - material o bezdomnych doroslych bedzie inny niz o bezdomnych > > dzieciach. > > Nie powiesz mi, że nie budzą różnych odczuć... > Jeśli jeszcze dodam Ci od siebie informację: > Po kilku latach pracy z bezdomnymi dorosłymi mogę Ci powiedzieć, że 95% z > nich jest bezdomna z własnego wyboru. > A dzieci, niestety takiego wyboru nie miały. Ukrywala sie w tym nuta ironii. Pracujac z bezdomnymi, to wiesz, czym moze byc bezdomnosc nie z wyboru? Z osobami bezdomnymi w zyciu nie pracowalem, ani w postaci pracy spolecznej, jak i stworzenia materialu o ludziach bezdomnych, badz tez problemie bezdomnosci. A w temacie 'Dzieci z Leningradzkiego', to mozna bedzie wiecej podyskutowac po zobaczeniu. Material dzialajacy na psychike wiec nie wiem, czy moge po tej dyskusji zaproponowac lekture, bo sie zacznie rozmowa, a po co to pokazywac... > Wiesz, grypa hiszpanka z 1918 roku zebrała zdaje się większe żniwo niż obie > wojny światowe razem wzięte. > Dla takich tragedii chyba są istotne dwa czynniki: skala tragedii i > odległość w czasie. > Generalnie chyba istotniejsza jest ta odległość w czasie, chyba, że skala > zdarzenia ją przesłania, bądź inna, późniejsza tragedia - jak II wojna > przysłoniła pierwszą. > Nie znaczy to, oczywiście, że nie mamy o nich mówić, ale niech będzie temu > przyświecał jakiś konkretny, sprecyzowany cel, a nie tylko pokazanie fotek > po latach, "bo się tam było i kiedyś zrobiło się akcję". II wojna swiatowa byla wywolana przez czlowieka, gdzie czlowiek stanal na przeciw drugiego czlowieka. Wiec mozna tez szukac tematow na czasie, co bedzie wieksza tragedia epidemia ptasiej grypy, czy tez bomba podlozona w Iraqu, Tsunami, czy tez moze zaznanie krzywdy wlasnego dziecka? W przypadku fotografii z Armenii jest spotegowanie katastrofy spoleczenstwa na skutek dzialan czlowieka, a nastepnie kataklizmu. Mysle, ze w duzym stopniu jest ow material swiadczeniem o wydarzeniu przez naocznego swiadka, jakim jest fotograf. A ze mozna to teraz zobaczyc, pozwala na wlasna refleksje bez wzgledu na to, czy sie to stalo tydzien temu, rok temu, czy dziesiec... > Poza tym, chciałem wskazać na tą odległość w czasie. Bo założenie: "Skoro > była tragedia, to przecież nalezy o niej trąbić za wszelką cenę, > niezależnie, kiedy się zdarzyła" dla samego faktu, że była tragedia, > pozbawione jest sensu i nie wywoła specjalnych refleksji n/t ułomności i > wredoty ludzkiego charakteru, co więcej, będzie tylko tematem zastępczym. Media i osoby wypowiadajace sie o wystawie World Press Photo ogolnikowo omawiaja, ze to zawsze wystawa, ktora az 'kapie krwia', ze zdjecia, ktore zdobywaja nagrody (newsy), glownie ukazuja tragedie i brutalnosc. Ale bardzo niewiele osob patrzy perspektywa jak zmienia sie sposob przekazywania informacji. To o czym Mariusz wspomina. Nalezalo by zaczac na nowo dyskusje nie w temacie czy warto przekazywac taka informacje, ale w jaki sposob nalezy takie materiely propagowac, jaka powinna byc narracja, sposob przekazu oraz forma. 'Trabienie' jest wazne, aby zwrocic uwage na problemy. Moze byc to maly sygnal, ktory sie spoteguje, aby osoby, ktore mowia o braku celowosci takich akcji, zaczely zmieniac swoje myslenie i moze wysla 'sms za zlotowke'. .am
Re: dygresje...
user: MariuszF
> >>A tak na marginesie: co sadzisz o estetyzacji nieszczescia we >>wspolczesnej fotografii ? > > > Tak w skrócie? Każdy ma swój poziom percepcji. Powstaje pytanie, jak dotrzeć > do tego poziomu percepcji tak, aby wywołać jak największe skutki, jak > obudzić tą wrażliwość. Może ta eststyzacja to usiłowanie > uśrednienia/dopasowania poziomu przekazu, aby trafić do mas? Ale powstaje > pytanie o cel czy o metodę, czy to się sprawdza? Albo w jakim procencie? > Wreszcie... a może, co powinno być na początku, co należy rozumieć jako > estetyzację nieszczęścia? > Czy nie jest to kolejne pojęcie wytrych, mające służyć usprawiedliweniu > pewnych socjotechnik na uzytek komercyjny/polityczny/religijny etc? A jeśli > nie, to co wsadzić w to pojęcie? I czy tylko w fotografii czy w ogóle, bo w > końcu nie tylko do fotografii ma ono zastosowanie... > Chyba mam tu więcej pytań niż odpowiedzi. Przykro mi zatem, że nie jestem w > stanie Cie usatysfakcjonować... Tutaj to sie chyba o tym nie da pogadac. pzdr,m
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dp8oc5$i6n$1@nemesis.news.tpi.pl... > Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości [...] > A w temacie 'Dzieci z Leningradzkiego', to mozna bedzie wiecej > podyskutowac po zobaczeniu. Material dzialajacy na psychike > wiec nie wiem, czy moge po tej dyskusji zaproponowac lekture, > bo sie zacznie rozmowa, a po co to pokazywac... > [...] > W przypadku fotografii z Armenii jest spotegowanie katastrofy > spoleczenstwa na skutek dzialan czlowieka, a nastepnie kataklizmu. > Mysle, ze w duzym stopniu jest ow material swiadczeniem o wydarzeniu > przez naocznego swiadka, jakim jest fotograf. A ze mozna to teraz > zobaczyc, pozwala na wlasna refleksje bez wzgledu na to, > czy sie to stalo tydzien temu, rok temu, czy dziesiec... Chodziło także o ogólnuy6 kontekst wystawy. > > Poza tym, chciałem wskazać na tą odległość w czasie. Bo założenie: "Skoro > > była tragedia, to przecież nalezy o niej trąbić za wszelką cenę, > > niezależnie, kiedy się zdarzyła" dla samego faktu, że była tragedia, > > pozbawione jest sensu i nie wywoła specjalnych refleksji n/t ułomności i > > wredoty ludzkiego charakteru, co więcej, będzie tylko tematem zastępczym. > > Media i osoby wypowiadajace sie o wystawie World Press Photo > ogolnikowo omawiaja, ze to zawsze wystawa, ktora az 'kapie krwia', > ze zdjecia, ktore zdobywaja nagrody (newsy), glownie ukazuja > tragedie i brutalnosc. Ale bardzo niewiele osob patrzy perspektywa Niestety. Kilkakrotnie zdarzeyło mi się być na wystawach WPF i potwierdzam spostrzeżenia tych osób. Niestety zdjęcia nie są także najwyższych lotów, wobec koncentrowania się na tej kapiącej krwi/biedzie/niedoli - czyli ogólnie nieszczęściu. > jak zmienia sie sposob przekazywania informacji. To o czym Mariusz > wspomina. Nalezalo by zaczac na nowo dyskusje nie w temacie Właśnie, ja nie wiem, czy się zmienia. Ciągle tylko takie same obrazki. To z tej wojny, to z tamtej, pojedynczo w odniesieniu do pojedynczych wydarzeń, bez głębszych opisów czy komentarza do wydarzeń, związanych czy z obyczajowością, religią etc, po prostu same epatujące tragedią fotki - po linii najmniejszego oporu. Nie wystarczy je wywołać i pokazać. > czy warto przekazywac taka informacje, ale w jaki sposob nalezy > takie materiely propagowac, jaka powinna byc narracja, sposob > przekazu oraz forma. 'Trabienie' jest wazne, aby zwrocic uwage > na problemy. Moze byc to maly sygnal, ktory sie spoteguje, > aby osoby, ktore mowia o braku celowosci takich akcji, > zaczely zmieniac swoje myslenie i moze wysla 'sms za zlotowke'. W jednym z wcześniejszych postów pisałem, że taka metoda podejścia do tematu (w uproszczeniu) przez ilość nieszczęścia to może zunifikowany/uśredniony środek wyrazu, że należałoby sprawdzić, jak to oddziałowuje na społeczeństwo. Jednostajne trabienie powoduje ogłuchnięcie na dany ton. W ogóle jednostajność czegokolwiek powoduje, że przestaje się na to coś zwracać uwagę... Nawet, jeśli trąbi się o nieszczęściu. Dlatego czasem trąbienie o nim rzadziej może być bardziej skuteczne, niż non-stop w tym samym tonie. Jeśli spotęguje się takie jednostajne trabienie, to nawet ludzie wrażliwi w pewnym momencie zignorują trębacza. Nie można bezmyślnie kalkować wzoru "Pokażemy zdjęcia i będzie cacy bo poruszyliśmy sumienia", na dodatek czymś, co wystąpiło x lat temu, zatem siłą rzeczy, w odniesieniu do konkretnych wydarzeń straciło aktualność. Na marginesie, gdyby potraktować tych ludzi jako wypędzonych z własnej ziemii, to może inicjatywa Eriki Steinbach, jeśli rzetelnie będzie przez nią przeprowadzona, w tak przekrojowym zakresie, jak ona opowiadała, stanowić będzie rzetelne podjeście do tematu. Może zatem z nią należałoby się skontaktować i wspólnie podziałać. -- shr.
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "MariuszF" napisał w wiadomości news:dp8usb$68c$1@atlantis.news.tpi.pl... > >>A tak na marginesie: co sadzisz o estetyzacji nieszczescia we > >>wspolczesnej fotografii ? [ciach moje] > Tutaj to sie chyba o tym nie da pogadac. Sądzę, że jest temat zbyt szeroki na pisanie... -- shr.
Re: dygresje...
user: "am"
Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > > Media i osoby wypowiadajace sie o wystawie World Press Photo > > ogolnikowo omawiaja, ze to zawsze wystawa, ktora az 'kapie krwia', > > ze zdjecia, ktore zdobywaja nagrody (newsy), glownie ukazuja > > tragedie i brutalnosc. Ale bardzo niewiele osob patrzy perspektywa > > Niestety. Kilkakrotnie zdarzeyło mi się być na wystawach WPF i potwierdzam > spostrzeżenia tych osób. > Niestety zdjęcia nie są także najwyższych lotów, wobec koncentrowania się na > tej kapiącej krwi/biedzie/niedoli - czyli ogólnie nieszczęściu. A czy kiedykolwiek probowales - czytac - fotografie??? .am
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dp906t$8a7$1@nemesis.news.tpi.pl... > > Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > > > > Media i osoby wypowiadajace sie o wystawie World Press Photo > > > ogolnikowo omawiaja, ze to zawsze wystawa, ktora az 'kapie krwia', > > > ze zdjecia, ktore zdobywaja nagrody (newsy), glownie ukazuja > > > tragedie i brutalnosc. Ale bardzo niewiele osob patrzy perspektywa > > > > Niestety. Kilkakrotnie zdarzeyło mi się być na wystawach WPF i potwierdzam > > spostrzeżenia tych osób. > > Niestety zdjęcia nie są także najwyższych lotów, wobec koncentrowania się > > na tej kapiącej krwi/biedzie/niedoli - czyli ogólnie nieszczęściu. > > A czy kiedykolwiek probowales - czytac - fotografie??? Jeśli tylko niesie ze sobą treść, a nie ociekającą krew... -- shr
Re: dygresje...
user: "am"
Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > > A czy kiedykolwiek probowales - czytac - fotografie??? > > Jeśli tylko niesie ze sobą treść, a nie ociekającą krew... a w tych z armenii jest 'krew', czy tresc wedle Ciebie? i moze uzasadnienie .am
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dp94v2$nvf$1@nemesis.news.tpi.pl... > Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > > > > A czy kiedykolwiek probowales - czytac - fotografie??? > > > > Jeśli tylko niesie ze sobą treść, a nie ociekającą krew... > > a w tych z armenii jest 'krew', czy tresc wedle Ciebie? Przeczytaj raz jeszcze od początku wątek wraz z moimi postami, tam masz to wyraźnie narysowane. Bo jeśli za wszelką cenę nie chcesz zrozumieć mojego stanowiska (bo w końcu podzielać go nie musisz), to ja Cię i tak do tego nie zmuszę, powtarzając te same argumenty po raz n-ty. Bo czepiając się tak strasznie literalnie sformułowań w życiu nie dojdziemy do próby porozumienia. -- shr.
Re: dygresje...
user: "am"
Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > > > > A czy kiedykolwiek probowales - czytac - fotografie??? > > > > > > Jeśli tylko niesie ze sobą treść, a nie ociekającą krew... > > > > a w tych z armenii jest 'krew', czy tresc wedle Ciebie? > > Przeczytaj raz jeszcze od początku wątek wraz z moimi postami, tam masz to > wyraźnie narysowane. Bo jeśli za wszelką cenę nie chcesz zrozumieć mojego > stanowiska (bo w końcu podzielać go nie musisz), to ja Cię i tak do tego nie > zmuszę, powtarzając te same argumenty po raz n-ty. Bo czepiając się tak > strasznie literalnie sformułowań w życiu nie dojdziemy do próby > porozumienia. czytam, czytam, tylko ciagle sie gubie, gdyz w sumie tak tez wypada wedle Twojego zdania, ze bylo pozbawione umotywowania pokazywanie owych zdjec w galerii, a tym bardziej na grupie pl.rec.foto.art. moze faktycznie zupelnie czego innego szukasz w fotografii, masz inne pojmowanie rzeczywistosci i odbioru swiata, a masz do tego prawo. troche odbijam pileczke - ale tak z ciekawosci, masz przyklady w fotografii lub sztuce, na ktore mozna zwrocic uwage, wlasnie pod wzgledem inspiracji, pozytywnych doznan? .am
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dp95pa$742$1@atlantis.news.tpi.pl... > czytam, czytam, tylko ciagle sie gubie, gdyz w sumie tak tez wypada wedle > Twojego zdania, ze bylo pozbawione umotywowania pokazywanie owych zdjec w > galerii, a tym bardziej na grupie pl.rec.foto.art. moze faktycznie zupelnie > czego innego szukasz w fotografii, masz inne pojmowanie rzeczywistosci i > odbioru swiata, a masz do tego prawo. troche odbijam pileczke - ale tak z > ciekawosci, masz przyklady w fotografii lub sztuce, na ktore mozna zwrocic > uwage, wlasnie pod wzgledem inspiracji, pozytywnych doznan? :D Co do pokazywania na art. to istotnie nie doczytałem opisu grupy. Ale skoro rozmawiamy w ogóle o fotografii - to wątek jest jak najbardziej on topic, pomimo jego nazwy :) Co do zdjęć z Armenii - moją opinię na ich temat znasz. Co do misji takiej fotografii dokumentalno - duszoczypatielnej - też opisałem. To nie tak, że czego innego szukam w fotografii. Szukam idei, która przyświecała konkretnie _tym_ zdjęciom, szukam celu, któremu miało to służyć. Że nie art, to już bezsporne. Na pewno dokumentacja. Zatem jeśli dokumentacja, to czemu służyło jej pokazanie po 17 latach w kraju, który oderwany jest zupełnie od ormiańskiej rzeczywistości. Jeśli jednak nie dokumentacja, tylko memento - to jaki sens miało pokazywanie zdjęć wyrwanych z kontekstu czasowego, obyczajowego, z powołaniem się na _nasze_ święta, podczas, gdy ten dzień jest/był _tam_ zwykłym powszednim dniem. Temat poszedł też troche szerzej - ogólnie o wzbudzanie współczucia, kwestie tragedii wojny itd, ja nie mam oczywiście nic przeciwko takiej misji, jak najbardziej słusznej, ale realizacja tej misji była/jest całościowo tak do chrzanu, jak pokazanie na światowej wystawie swojego pierwszego zdjęcia z najtańszej cyfrówki... Bo w takim kształcie jak obecnie nie widzę sensu i celu pokazywania _tych_ zdjęć, czemu dałem wyraz w wątku wraz z całą argumentacją. Co do doznań pozytywnych przedstawiono mi także linka ze zdjęciami, na których jest i bieda z nędzą, ale jednak tchnie z nich duch życia: np. tu: http://www.carldekeyzer.com/ -- shr.
Re: dygresje...
user: "am"
Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > Że nie art, to już bezsporne. Na pewno dokumentacja. Zatem jeśli > dokumentacja, to czemu służyło jej pokazanie po 17 latach w kraju, który > oderwany jest zupełnie od ormiańskiej rzeczywistości. > Jeśli jednak nie dokumentacja, tylko memento - to jaki sens miało > pokazywanie zdjęć wyrwanych z kontekstu czasowego, obyczajowego, z > powołaniem się na _nasze_ święta, podczas, gdy ten dzień jest/był _tam_ > zwykłym powszednim dniem. Bardzo prosto o tym pisze Jindrich Streit (klasyk czeskiej fotografii dokumentalnej): "Dokument jest jedną z form przekazu, jaką oferuje nam fenomen fotografii. Podstawową charakterystyką fotografii jest prawdziwe uchwycenie i zanotowanie przypadkowych lub wybranych zdarzeń oraz takie ich połączenie z wypowiedzią autora, aby były zdolne oddziaływać emocjonalnie. Fotografia przede wszystkim rejestruje obraz człowieka w jego konkretnym środowisku oraz w typowych realiach społecznych. Autor angażuje się w stosunki, które chce przedstawić. Fotografia dokumentalna przesiąknięta jest pierwiastkiem autorskim. Przede wszystkim koncentruje się na treści mając na uwadze uczestnictwo widza. Przekaz fotografii dokumentalnej nie musi być w pełni zrozumiały, gdyż jest uwarunkowany procesem stylizacji i indywidualizacji." a tak przy okazji to tez cos jeszcze wygrzebalem: "Każdy twórca staje przed pytaniem o sens swojej pracy, jej znaczenie, o to, czy jest komukolwiek potrzebna, czy poprzez nią uczestniczy w rozprawie egzystencjalnej, która nieustannie się dokonuje. Tutaj także mogę ujawnić swoje życiowe doświadczenia, które wynikają z długotrwałej praktyki. Ważne jest, aby pozostawać wiernym swym przekonaniom. Należy starać się zrozumieć przede wszystkim siebie, a poprzez to dotrzeć do innych, aby móc współodczuwać. Być zawsze sobą, wierzyć w swoją pracę i siłę, aby starać się dowieść innym o swojej prawdzie i talencie. (...)Artysta wówczas staje się artystą, kiedy sam wstąpi w głębiny tego co niewypowiadalne i pozwoli się tym im przeniknąć, aby wypełnić przesłanie. Dzieło sztuki jawi się zatem jako świadectwo przemiany jednostki. Zajmując się problemem zwyczajności i codzienności odkrywamy w nich piękno. Nie możemy utracić kontaktu z rzeczywistością, albowiem potrzebujemy wielu doświadczeń życiowych. Nie jest czasem straconym fotografowanie wydarzeń, działań, które już znamy i wiemy, że nie są aż tak nośne, aby mogły z nich powstać piękne fotografie. Należy wchodzić w jak najwięcej środowisk i sytuacji. Najważniejsze jest zaangażowanie. Zaczynanie czegokolwiek bez niego nie ma sensu. Generalnie bez wewnętrznej walki nie może powstać nic wartościowego." (ciacho) > Co do doznań pozytywnych przedstawiono mi także linka ze zdjęciami, na > których jest i bieda z nędzą, ale jednak tchnie z nich duch życia: > np. tu: http://www.carldekeyzer.com/ A jaki cel mialo pokazywanie i zrealizowanie ostatniego materialu o "chorych psychicznie" Carla de Keyzer'a wedle Ciebie? .am ps. Jestem czepialski, ale w nomenklaturze nazw dokumentacja fotograficzna jest zupelnie odmienna dziedzina niz fotografia dokumentalna.
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dp9chs$77u$1@atlantis.news.tpi.pl... [...] > Bardzo prosto o tym pisze Jindrich Streit (klasyk czeskiej fotografii > dokumentalnej): > > "Dokument jest jedną z form przekazu, jaką oferuje nam fenomen fotografii. > Podstawową charakterystyką fotografii jest prawdziwe uchwycenie i > zanotowanie przypadkowych lub wybranych zdarzeń oraz takie ich połączenie z > wypowiedzią autora, aby były zdolne oddziaływać emocjonalnie. Fotografia > przede wszystkim rejestruje obraz człowieka w jego konkretnym środowisku > oraz w typowych realiach społecznych. Autor angażuje się w stosunki, które > chce przedstawić. Fotografia dokumentalna przesiąknięta jest pierwiastkiem > autorskim. Przede wszystkim koncentruje się na treści mając na uwadze > uczestnictwo widza. Przekaz fotografii dokumentalnej nie musi być w pełni > zrozumiały, gdyż jest uwarunkowany procesem stylizacji i indywidualizacji." > > a tak przy okazji to tez cos jeszcze wygrzebalem: > > "Każdy twórca staje przed pytaniem o sens swojej pracy, jej znaczenie, o to, > czy jest komukolwiek potrzebna, czy poprzez nią uczestniczy w rozprawie > egzystencjalnej, która nieustannie się dokonuje. Tutaj także mogę ujawnić > swoje życiowe doświadczenia, które wynikają z długotrwałej praktyki. Ważne > jest, aby pozostawać wiernym swym przekonaniom. Należy starać się zrozumieć > przede wszystkim siebie, a poprzez to dotrzeć do innych, aby móc > współodczuwać. Być zawsze sobą, wierzyć w swoją pracę i siłę, aby starać się > dowieść innym o swojej prawdzie i talencie. (...)Artysta wówczas staje się > artystą, kiedy sam wstąpi w głębiny tego co niewypowiadalne i pozwoli się > tym im przeniknąć, aby wypełnić przesłanie. > Dzieło sztuki jawi się zatem jako świadectwo przemiany jednostki. Zajmując > się problemem zwyczajności i codzienności odkrywamy w nich piękno. Nie > możemy utracić kontaktu z rzeczywistością, albowiem potrzebujemy wielu > doświadczeń życiowych. Nie jest czasem straconym fotografowanie wydarzeń, > działań, które już znamy i wiemy, że nie są aż tak nośne, aby mogły z nich > powstać piękne fotografie. Należy wchodzić w jak najwięcej środowisk i > sytuacji. > > Najważniejsze jest zaangażowanie. Zaczynanie czegokolwiek bez niego nie ma > sensu. Generalnie bez wewnętrznej walki nie może powstać nic wartościowego." Czyli mamy dwa kolejne poglądy, które nie są do końca zbieżne... > A jaki cel mialo pokazywanie i zrealizowanie ostatniego materialu o "chorych > psychicznie" Carla de Keyzer'a wedle Ciebie? W uproszczeniu: dla mnie w połączeniu z tym kościołem znaczyło "W Bogu nadzieja"... > ps. Jestem czepialski, ale w nomenklaturze nazw dokumentacja fotograficzna > jest zupelnie odmienna dziedzina niz fotografia dokumentalna. Ok. Dobre ujęcie. W tych kategoriach Armenię zakwalifikowałbym jako dokumentacja fotograficzna - także z uwagi na upływ czasu. Zaś szpital z chorymi do fotografii dokumentalnej. Zdaję sobie sprawę, że klasyfikacja może był płynna i za 20 lat te drugie staną się tymi pierwszymi, ale takie jest moje aktualne odczucie. -- shr.
Re: dygresje...
user: "am"
Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > > ps. Jestem czepialski, ale w nomenklaturze nazw dokumentacja fotograficzna > > jest zupelnie odmienna dziedzina niz fotografia dokumentalna. > > Ok. Dobre ujęcie. W tych kategoriach Armenię zakwalifikowałbym jako > dokumentacja fotograficzna - także z uwagi na upływ czasu. Zaś szpital z > chorymi do fotografii dokumentalnej. Zdaję sobie sprawę, że klasyfikacja > może był płynna i za 20 lat te drugie staną się tymi pierwszymi, ale takie > jest moje aktualne odczucie. Slowa uzywane w brzmieniu 'dokumentacja fotograficzna' obejmuje termin technicznej fotografii zajmujacej sie opisem przy pomocy technik fotograficznych. Natomiast fotografia dokumentalna, to jest to czym zajmuje sie miedzy innymi Mariusz Forecki. Zacznijmy stosowac ujednolicone nazwy, bo za chwile wejda nazwy np. 'mobilna fotografia' i nie bedzie wiadomo, czy chodzi o zdjecia w ruchu, czy tez zdjecia z telefonow komorkowych. I sie klania 50 lat braku akademickiego traktowania fotografii i tworzenia masla maslanego w stylu 'artysta fotografik'. .am
Re: dygresje...
user:
Wreszcie rozmowa o fotografii na grupie! Mnie zajmuje szczegolnie jedno zagadnienie - tego, ze istnieje cos takiego jak odwrocenie sie i odrzucenie przez widza od pewnych "niewygodnych" tresci niesionych przez fotografie prasowa. Zwykle na grupie sa one wyrazane przy okazji kolejnych wystaw WPP. Zwykle to jest niezrozumienie idei konkursu, albo szerzej zadania jakie ma do spelnienia fotodziennikarz. Bo przeciez te rzezie, powodzie, trzesienia ziemi fotografowie prasowi nie pokazuja po to zeby sie podobaly, tylko zeby o nich doniesc. Okazuje sie jednak, ze to zniechecenie jest waznym problemem. Jesli fotograf niesie przy pomocy zdjecia nawet nastraszniejsza informacje, a ludzie nie chca jej odebrac - to pytanie jednak pozostaje. Cos jest nie tak... To co, fotodziennikarz ma tych zdjec nie przywozic? Nie publikowac? Zostawic to telewizji? Przeciez nie! Pokazywac delikatnie? Kolorowo i pozytywnie? Estetyzowac nieszczescie? Czyli de facto odchodzic od dziennikarstwa w strone sztuki? Ale czy z drugiej strony fotograf ma zupelnie nie przejmowac sie spolecznym odbiorem? Nie liczyc sie ze sposobem interpretacji?..... Druga kwestia: czy wystawa "Armenia, grudzien 1988" ma dzis sens? Jako dokument, bezspornie tak. To opowiesc o tym, ze w czlowieczy los wpisane sa rowniez takie dramaty jak utrata w ciagu minuty domostwa, bliskich, wszystkiego najcenniejszego w zyciu. Z kolei - jako chec poruszenia wigilijnych biesiadnikow AD 2005, to chyba jednak nie trafione, chyba ze wlasnie jako temat do ogolno-humanistycznych rozawazan, a nie pochylenia sie nad losem Ormian sprzed 18 lat. pzdr. Grzegorz
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dp9ikq$73f$1@nemesis.news.tpi.pl... > > Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > > > > ps. Jestem czepialski, ale w nomenklaturze nazw dokumentacja > fotograficzna > > > jest zupelnie odmienna dziedzina niz fotografia dokumentalna. > > > > Ok. Dobre ujęcie. W tych kategoriach Armenię zakwalifikowałbym jako > > dokumentacja fotograficzna - także z uwagi na upływ czasu. Zaś szpital z > > chorymi do fotografii dokumentalnej. Zdaję sobie sprawę, że klasyfikacja > > może był płynna i za 20 lat te drugie staną się tymi pierwszymi, ale takie > > jest moje aktualne odczucie. > > Slowa uzywane w brzmieniu 'dokumentacja fotograficzna' obejmuje termin > technicznej fotografii zajmujacej sie opisem przy pomocy technik > fotograficznych. > Natomiast fotografia dokumentalna, to jest to czym zajmuje sie miedzy innymi > Mariusz Forecki. Zacznijmy stosowac ujednolicone nazwy, bo za chwile wejda > nazwy np. 'mobilna fotografia' i nie bedzie wiadomo, czy chodzi o zdjecia w > ruchu, > czy tez zdjecia z telefonow komorkowych. I sie klania 50 lat braku > akademickiego > traktowania fotografii i tworzenia masla maslanego w stylu 'artysta > fotografik'. Wiem, rozumiem. Zdjęcia Armenii to dla mnie taki techniczny opis. Poruszam się oczywiście w kategoriach pewnych przenośni i zdaję sobie z tego sprawę, ale tak właśnie to odczuwam. -- shr.
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik napisał w wiadomości news:d6b81a4f555b43f988ff163366967e0a@news.home.net.pl... > Wreszcie rozmowa o fotografii na grupie! > Mnie zajmuje szczegolnie jedno zagadnienie - tego, ze istnieje cos takiego > jak odwrocenie sie i odrzucenie przez widza od pewnych "niewygodnych" > tresci niesionych przez fotografie prasowa. Zwykle na grupie sa one > wyrazane przy okazji kolejnych wystaw WPP. Zwykle to jest niezrozumienie > idei konkursu, albo szerzej zadania jakie ma do spelnienia fotodziennikarz. > Bo przeciez te rzezie, powodzie, trzesienia ziemi fotografowie prasowi nie > pokazuja po to zeby sie podobaly, tylko zeby o nich doniesc. Okazuje sie > jednak, ze to zniechecenie jest waznym problemem. Jesli fotograf niesie > przy pomocy zdjecia nawet nastraszniejsza informacje, a ludzie nie chca jej > odebrac - to pytanie jednak pozostaje. Cos jest nie tak... To co, > fotodziennikarz ma tych zdjec nie przywozic? Nie publikowac? Zostawic to > telewizji? Przeciez nie! Pokazywac delikatnie? Kolorowo i pozytywnie? > Estetyzowac nieszczescie? Czyli de facto odchodzic od dziennikarstwa w > strone sztuki? Ale czy z drugiej strony fotograf ma zupelnie nie przejmowac > sie spolecznym odbiorem? Nie liczyc sie ze sposobem interpretacji?..... > Druga kwestia: czy wystawa "Armenia, grudzien 1988" ma dzis sens? Jako > dokument, bezspornie tak. To opowiesc o tym, ze w czlowieczy los wpisane sa > rowniez takie dramaty jak utrata w ciagu minuty domostwa, bliskich, > wszystkiego najcenniejszego w zyciu. Z kolei - jako chec poruszenia > wigilijnych biesiadnikow AD 2005, to chyba jednak nie trafione, chyba ze > wlasnie jako temat do ogolno-humanistycznych rozawazan, a nie pochylenia > sie nad losem Ormian sprzed 18 lat. Nic dodać nic ująć. Mnie to niestety tak syntetycznie nie wyszło... -- shr.
Re: dygresje...
user: "am"
Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > Wiem, rozumiem. Zdjęcia Armenii to dla mnie taki techniczny opis. > Poruszam się oczywiście w kategoriach pewnych przenośni i zdaję sobie z tego > sprawę, ale tak właśnie to odczuwam. Czyli - 'przenoszac' tok myslenia - na rowni stawiasz owe zdjecia z fotografia w instrukcji obslugi aparatu fotograficznego z wyjasnienie funkcji? Bo tak teraz to zrozumialem! Gratuluje :o) .am
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dp9p3u$lpu$1@nemesis.news.tpi.pl... > Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > > > Wiem, rozumiem. Zdjęcia Armenii to dla mnie taki techniczny opis. > > Poruszam się oczywiście w kategoriach pewnych przenośni i zdaję sobie z > tego > > sprawę, ale tak właśnie to odczuwam. > > Czyli - 'przenoszac' tok myslenia - na rowni stawiasz owe zdjecia z > fotografia w instrukcji obslugi aparatu fotograficznego z wyjasnienie > funkcji? Bo tak teraz to zrozumialem! Gratuluje :o) Eee, nie przesadzaj, i tak wiem, że rozumiesz co chciałem wyrazić. :D -- shr
Re: dygresje...
user: "am"
Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > > Czyli - 'przenoszac' tok myslenia - na rowni stawiasz owe zdjecia z > > fotografia w instrukcji obslugi aparatu fotograficznego z wyjasnienie > > funkcji? Bo tak teraz to zrozumialem! Gratuluje :o) > > Eee, nie przesadzaj, i tak wiem, że rozumiesz co chciałem wyrazić. :D To nie przesada, ale wlasnie problem w czytaniu fotografii. Podpisujesz sie pod wypowiedzia Dembinskiego i zarazem zaprzeczasz wypowiedzi pokazanych fotografii. .am
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dp9q5e$rdk$1@atlantis.news.tpi.pl... > > > Czyli - 'przenoszac' tok myslenia - na rowni stawiasz owe zdjecia z > > > fotografia w instrukcji obslugi aparatu fotograficznego z wyjasnienie > > > funkcji? Bo tak teraz to zrozumialem! Gratuluje :o) > > > > Eee, nie przesadzaj, i tak wiem, że rozumiesz co chciałem wyrazić. :D > > To nie przesada, ale wlasnie problem w czytaniu fotografii. Podpisujesz sie > pod wypowiedzia Dembinskiego i zarazem zaprzeczasz wypowiedzi pokazanych > fotografii. Wiesz, on po prostu syntetycznie ujął to, co ja w całej dyskusji. Nawet zadaje te same pytania, o sens i cel tej wystawy, a nawet o adekwatność środków wyrazu. Stawia też pytanie, kiedy się zaczyna/kończy się rola fotografa w prezentacji zdjęć, czy ma on poprzestać na fotkach czy nie - w sumie nie ma sensu powtarzać jego słów - są przecież jasne. Ja zaś nie widzę sprzeczności jego stanowiska z moim. Tyle, że ja moje stanowisko odnosiłem do tej wystawy zdjęć z Armenii, wskazując dodatkowo na _swoje odczucia z nią związane_ natomiast Dembinski traktuje je jako zaczątek polemiki w znacznie szerszym kontekście (poza ostatnim akapitem odnoszącym się do wystawy), co jest słuszne. Gdybyśmy rozmawiali w realu, zapewne rozmowa potoczyłaby się właśnie w tym kierunku. -- shr.
Re: dygresje...
user: "Marek_Augustyński"
Witam Wciągnąłem się w lekturę ale szczerze powiedziawszy zawiodłem się. Dyskusja idzie na temat fotografii dokumentalnej.. chyba;)... no i dalej jaki jest jej sens w konkretnym wydaniu, a także skąd bierze się ten sens stanowiący o wartości fotografii. Zaznaczam, że sensu nie sprowadzam do „czytania fotografii” ale raczej do odczuć jakie ona wywołuje. Od razu musze też powiedzieć, że nie lubię fotografii reportażowej w takim wydaniu w jakim jest serwowana po bressonie (jest to większość tego typu fotografii i o niej mówię). Dlaczego? Ponieważ opiera się ona cały czas i wciąż na tym samym rozumowaniu i sposobie patrzenia, w dodatku okrojonym.... jakim operował bresson... Wyciągnąłem sobie z Waszej dyskusji kilka fragmentów ale najpierw dwa zdania. Cierpienie nie uszlachetnia. A przeciwną tezę, którą ktoś kiedyś ukuł, chyba w chwili roztargnienia, należy wepchnąć głęboko pod dywan. Cierpienie d e g e n e r u j e. Zgadzam się z Marcinem w tej kwestii i również uważam, że uwrażliwiania należy szukać gdzie indziej.... Inni rozmówcy pewnie się również z tym zgodzą tylko jakoś na razie im się to nie udało;) A teraz o twórcach fotografii dokumentalnej. „Nawet nie przypuszczasz jak bardzo przypadek rzadzi skutkiem jaki wywola praca dokumentalisty...” Zdanie to oddaje zmagania całego pokolenia reportażystów z tematem... Nie chcę się rozpisywać bo byłoby niecenzuralnie. Z resztą odpowiedz na ten fragment już powstała „Moze nie przypuszczam, bo nie jestem dokumentalistą, jednakże nie mogę tworzyć wystawy bez założenia, licząc, że _tylko_ przypadek spowoduje, że będzie ona miała cel. Od dokumentalisty chyba można wymagać, aby przedstawiał zdarzenia z sensem, w sposób kompletny i rzetelnym nie wyrwany choćby z kontekstu obyczajowego.” Ja dodam tylko, że to założenie wywodzi się z przemyśleń przed wykonaniem zdjęć, które z kolei osadzone są w specyficznym dla danego twórcy JA. To JA to zlepek odczuwania, myśli, doświadczeń i pomysłów oraz ich ewoluowania we własnej twórczości. Bez JA może powstać cała masa fotografii ale zarówno te z narodzin dziecka jak i trzęsienia ziemi pokażą nam to samo... Fotografia ma mówić a nie zmuszać nas do jej czytania. Do czytania są przecież książki. Sensem fotografii w szerokim pojęciu jest właśnie operowanie obrazem i poszukiwania jego nowego bądź specyficznego wyrazu. Jeśli ktoś powie, że on chce tylko zapisywać, dokumentować a później pokazywać i nie ma aspiracji do bycia artystą to znaczy, że robi to czego nie lubi bądź się nad tym nie zastanawia. A przecież każda z osób piszących tutaj się zastanawia. Nawet nad skutkami przypadku. "Każdy twórca staje przed pytaniem o sens swojej pracy, jej znaczenie, o to, czy jest komukolwiek potrzebna, czy poprzez nią uczestniczy w rozprawie egzystencjalnej, która nieustannie się dokonuje. Tutaj także mogę ujawnić swoje życiowe doświadczenia, które wynikają z długotrwałej praktyki. Ważne jest, aby pozostawać wiernym swym przekonaniom. Należy starać się zrozumieć przede wszystkim siebie, a poprzez to dotrzeć do innych, aby móc współodczuwać. Być zawsze sobą, wierzyć w swoją pracę i siłę, aby starać się dowieść innym o swojej prawdzie i talencie (...)Artysta wówczas staje się artystą, kiedy sam wstąpi w głębiny tego co niewypowiadalne i pozwoli się tym im przeniknąć, aby wypełnić przesłanie. Dzieło sztuki jawi się zatem jako świadectwo przemiany jednostki. Zajmując się problemem zwyczajności i codzienności odkrywamy w nich piękno. Nie możemy utracić kontaktu z rzeczywistością, albowiem potrzebujemy wielu doświadczeń życiowych. Nie jest czasem straconym fotografowanie wydarzeń, działań, które już znamy i wiemy, że nie są aż tak nośne, aby mogły z nich powstać piękne fotografie. Należy wchodzić w jak najwięcej środowisk i sytuacji. Najważniejsze jest zaangażowanie. Zaczynanie czegokolwiek bez niego nie ma sensu. Generalnie bez wewnętrznej walki nie może powstać nic wartościowego." O estetyzacji nieszczęścia:) „A tak na marginesie: co sadzisz o estetyzacji nieszczescia we wspolczesnej fotografii ?” „Tak w skrócie? Każdy ma swój poziom percepcji. Powstaje pytanie, jak dotrzeć do tego poziomu percepcji tak, aby wywołać jak największe skutki, jak obudzić tą wrażliwość.” Nie „jak dotrzeć” i „aby wywołać”... tylko dotrzeć. „Może ta eststyzacja to usiłowanie uśrednienia/dopasowania poziomu przekazu, aby trafić do mas?” Tak „Ale powstaje pytanie o cel czy o metodę, czy to się sprawdza?” Nie, to się nie sprawdza „Wreszcie... a może, co powinno być na początku, co należy rozumieć jako estetyzację nieszczęścia?” Estetyzacja nieszczęścia to poszukiwania dobrej fotografii dla samej dobrej fotografii... To tak jak przy portretowaniu modelek do pism dla kobiet. Tam jest estetyzacja piękna czyli upiększanie i zarazem pozbawianie uczuć tego co jest tym uczuciem i jest piękne.. takie jakie jest. Powyższe zdanie jet estetyzacją języka;) „Mnie zajmuje szczegolnie jedno zagadnienie - tego, ze istnieje cos takiego jak odwrocenie sie i odrzucenie przez widza od pewnych "niewygodnych" tresci niesionych przez fotografie prasowa.” To odwrócenie się od tego typu fotografii spowodowane jest... no, przecież to jest czegoś skutek. Uważam, że właśnie powodem jest estetyzacja, uniwersalizacja... rozumiane jako dolewanie oliwy do ognia, potęgowanie czegoś co samo w sobie jest potężne. Nie da się ulepszyć fotografii poprzez podkręcenie dramatyzmu jej wymowy. To życie jest dramatyczne a my nie chcemy aby takie było, lub chociażby trochę mniej. Może to o czym tu pisze jest paradoksem ale jednak. „Zwykle na grupie sa one wyrazane przy okazji kolejnych wystaw WPP. Zwykle to jest niezrozumienie idei konkursu, albo szerzej zadania jakie ma do spelnienia fotodziennikarz.” Zadaniem fotodziennikarza jest zrobienie dobrego zdjęcia, dobrego reportażu itd. Jak się patrzy w telewizor to po prostu źle się robi, do czego zdolni są dziennikarze żeby sprzedać materiał. I jeszcze dobudowują do tego ideologie w zależności od własnego widzimisię. Spojrzenie na czyjąś rozpacz może wywołać w nas chęć do bycia lepszym jednak permanentne obcowanie z dramatem powoduje znieczulicę. Prawda jest taka, że całej rzeszy fotografów reporterów zupełnie to nie obchodzi. Ścigają się z samym sobą o najlepsze zdjęcie. A konkurs WPP dodatkowo podkręca tą głupawę. Już z założenia fotografie noszące zbyt duże piętno twórcy nie mogą tam się pojawić. Piętno twórcy to jego własna wrażliwośc.... „Bo przeciez te rzezie, powodzie, trzesienia ziemi fotografowie prasowi nie pokazuja po to zeby sie podobaly, tylko zeby o nich doniesc.” :) Tak mówią jednak nagrody otrzymują dobre fotografie. Zwykły amatorski filmik z tsunami z przed roku ma nieporównywalnie większa wymowę niż bóg wie jaki reportaż agencji magnum. „Okazuje sie jednak, ze to zniechecenie jest waznym problemem. Jesli fotograf niesie przy pomocy zdjecia nawet nastraszniejsza informacje, a ludzie nie chca jej odebrac - to pytanie jednak pozostaje. Cos jest nie tak... To co, fotodziennikarz ma tych zdjec nie przywozic? Nie publikowac? Zostawic to telewizji? Przeciez nie! Pokazywac delikatnie? Kolorowo i pozytywnie? Estetyzowac nieszczescie?” Ta karuzela zabrnęła już za daleko żeby ją zatrzymać. Będzie tak jak jest czyli cała masa reportażystów „chcących donieść światu nowinę” i garstka zapaleńców robiących swoją fotografie i trochę mocniej zastanawiających się po co to robią. „Czyli de facto odchodzic od dziennikarstwa w strone sztuki? Ale czy z drugiej strony fotograf ma zupelnie nie przejmowac sie spolecznym odbiorem? Nie liczyc sie ze sposobem interpretacji?.....” Sztuka to sposób interpretacji ale nie narzucony przez wymogi społeczeństwa lub chęć jego uszczęśliwiania lub dołowania. Artyści są od tego żeby coś interpretować zgodnie z własną wrażliwością. Odbiorca ogląda. A to, że odbiorca lubi oglądać bezemocjonalną papkę to już zupełnie inna historia. „Druga kwestia: czy wystawa "Armenia, grudzien 1988" ma dzis sens? Jako dokument, bezspornie tak. To opowiesc o tym, ze w czlowieczy los wpisane sa rowniez takie dramaty jak utrata w ciagu minuty domostwa, bliskich, wszystkiego najcenniejszego w zyciu. Z kolei - jako chec poruszenia wigilijnych biesiadnikow AD 2005, to chyba jednak nie trafione, chyba ze wlasnie jako temat do ogolno-humanistycznych rozawazan, a nie pochylenia sie nad losem Ormian sprzed 18 lat.” W czasach w jakich żyjemy „Armenia, grudzień 1988” to bezemocjonalna papka, której apogeum rozkwitu właśnie przeżywamy. Nie jest tak, że ludzie tego nie oglądają, wręcz przeciwnie. Fotografia reportażowa, w ogóle, ma największe grono odbiorców a ciągłe użalanie się środowiska fotografów reporterów nad własnym losem są wywołane jakąś przedziwną imaginacją. Ups;) Pozdrawiam Marek -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: dygresje...
user: "Rafał Siderski"
Użytkownik "Marek Augustyński" napisał w wiadomości news:dpb98f$bv7$1@inews.gazeta.pl... > Witam > > Wciągnąłem się w lekturę ale szczerze powiedziawszy zawiodłem się. Dyskusja > idzie na temat fotografii dokumentalnej.. chyba;)... no i dalej jaki jest jej > sens w konkretnym wydaniu, a także skąd bierze się ten sens stanowiący o > wartości fotografii. Zaznaczam, że sensu nie sprowadzam do „czytania > fotografii” ale raczej do odczuć jakie ona wywołuje. Od razu musze też > powiedzieć, że nie lubię fotografii reportażowej w takim wydaniu w jakim jest > serwowana po bressonie (jest to większość tego typu fotografii i o niej > mówię). Dlaczego? Ponieważ opiera się ona cały czas i wciąż na tym samym > rozumowaniu i sposobie patrzenia, w dodatku okrojonym.... jakim operował > bresson... Mógłbyś to troche rozwinąć? Bo nie do końca moge się zgodzić że teraz wszyscy małpują Bressona tylko w okrojony sposób(Przynajmniej tak zrozumiałęm twoją wypowiedź) > > A teraz o twórcach fotografii dokumentalnej. > > „Nawet nie przypuszczasz jak bardzo przypadek rzadzi skutkiem jaki wywola > praca dokumentalisty...” > > Zdanie to oddaje zmagania całego pokolenia reportażystów z tematem... Nie > chcę się rozpisywać bo byłoby niecenzuralnie. Z resztą odpowiedz na ten > fragment już powstała > > „Moze nie przypuszczam, bo nie jestem dokumentalistą, jednakże nie mogę > tworzyć wystawy bez założenia, licząc, że _tylko_ przypadek spowoduje, że > będzie ona miała cel. Od dokumentalisty chyba można wymagać, aby > przedstawiał zdarzenia z sensem, w sposób kompletny i rzetelnym nie wyrwany > choćby z kontekstu obyczajowego.” > > Ja dodam tylko, że to założenie wywodzi się z przemyśleń przed wykonaniem > zdjęć, które z kolei osadzone są w specyficznym dla danego twórcy JA. To JA > to zlepek odczuwania, myśli, doświadczeń i pomysłów oraz ich ewoluowania we > własnej twórczości. Bez JA może powstać cała masa fotografii ale zarówno te z > narodzin dziecka jak i trzęsienia ziemi pokażą nam to samo... Wydaje mi się że Mariuszowi bardziej chodziło o przypadek w sensie nieprzewidywalności sytuacji. Nawet jeśli spędzisz na przemyśleniach przed robieniem materiału, to i tak nie przemyślisz wszystkiego. Zawsze może wydarzyć się to coś, co przyciągnie fotografa robiącego dany materiał. A to jak je nazwałeś JA, posiada chyba każdy kto nie małpuje prac innych. > Fotografia ma mówić a nie zmuszać nas do jej czytania. Do czytania są > przecież książki. Sensem fotografii w szerokim pojęciu jest właśnie > operowanie obrazem i poszukiwania jego nowego bądź specyficznego wyrazu. > Jeśli ktoś powie, że on chce tylko zapisywać, dokumentować a później > pokazywać i nie ma aspiracji do bycia artystą to znaczy, że robi to czego nie > lubi bądź się nad tym nie zastanawia. A przecież każda z osób piszących tutaj > się zastanawia. Nawet nad skutkami przypadku. "Czytać" fotografie. Radze zwrócić uwage na cudzysłów, bo jest to pewnego rodzaju przenośnia. Fotografie, książki, obrazy - wszystko można czytać, bo one w ten sposób mówią. Czasem trzeba nad zdjęciem postać dłużęj niz 3 minuty, wtedy zaczyna się czytanie. > O estetyzacji nieszczęścia:) > > „A tak na marginesie: co sadzisz o estetyzacji nieszczescia we wspolczesnej > fotografii ?” > > > „Tak w skrócie? Każdy ma swój poziom percepcji. Powstaje pytanie, jak dotrzeć > do tego poziomu percepcji tak, aby wywołać jak największe skutki, jak obudzić > tą wrażliwość.” > > Nie „jak dotrzeć” i „aby wywołać”... tylko dotrzeć. > > > „Może ta eststyzacja to usiłowanie uśrednienia/dopasowania poziomu przekazu, > aby trafić do mas?” > > Tak Bardzo stanowcza odpowiedz. Skoro znasz odpowiedzi na wszystkie pytania, to może nei ma sensu z Tobą dyskutować > „Ale powstaje pytanie o cel czy o metodę, czy to się sprawdza?” > > Nie, to się nie sprawdza Kolejna stanowcza odpowiedź > „Wreszcie... a może, co powinno być na początku, co należy rozumieć jako > estetyzację nieszczęścia?” > > > Estetyzacja nieszczęścia to poszukiwania dobrej fotografii dla samej dobrej > fotografii... To tak jak przy portretowaniu modelek do pism dla kobiet. Tam > jest estetyzacja piękna czyli upiększanie i zarazem pozbawianie uczuć tego co > jest tym uczuciem i jest piękne.. takie jakie jest. Powyższe zdanie jet > estetyzacją języka;) A według mnie, estetyzacja(oczywiście nie zbyt przesadzona), jest jak styl w literaturze. Im lepszy tym łatwiej i "przyjemniej" się czyta. Trzeba tylko uważać, ażeby nie popaść w formalizm > Nie da się ulepszyć fotografii poprzez > podkręcenie dramatyzmu jej wymowy. To życie jest dramatyczne a my nie chcemy > aby takie było, lub chociażby trochę mniej. Może to o czym tu pisze jest > paradoksem ale jednak. Chyab znow musze poprosić o głębsze wyjaśnienia. Jak to nie da sie ulepszyć fotografi?? Kompozycja, moment i to wszystko czym różni się jedna fotografia od drugiej się kompletnie nei liczą? > Spojrzenie na czyjąś rozpacz może wywołać w nas chęć do bycia lepszym jednak > permanentne obcowanie z dramatem powoduje znieczulicę. Prawda jest taka, że > całej rzeszy fotografów reporterów zupełnie to nie obchodzi. Ścigają się z > samym sobą o najlepsze zdjęcie. A konkurs WPP dodatkowo podkręca tą głupawę. > Już z założenia fotografie noszące zbyt duże piętno twórcy nie mogą tam się > pojawić. Piętno twórcy to jego własna wrażliwośc.... Na WPP zawsze są naprawde dobre zdjęcia. Nie wszystkie, bo taki jest charakter konkursu. Te dobre mało kiedy zdobywają nagrode główną, bo przecież chodzi tam o zdjęcia niusowe, a nie artystyczne. A psioczenie na WPP to w dużej mierze jakiegoś rodzaju moda, bo nagle się okazuje żę Ci reporterzy to straszne hieny, a my oglądający jesteśmy tacy dobrzy. Jak można było zrobić te zdjęcia itp. itd o dup.e maryni. Zapominamy że to zdjęcia obrazują nam prawdziwy ogrom wielu tragedii. Nie wierz by na kogoś bardziej podziałał opis tego co działo sie w obozach koncentracyjnych, niż jedeno zdjęcie przedstawiające te żywe szkielety którymi stawali się ludzie tam przebywający. > > „Bo przeciez te rzezie, powodzie, trzesienia ziemi fotografowie prasowi nie > pokazuja po to zeby sie podobaly, tylko zeby o nich doniesc.” > > :) Tak mówią jednak nagrody otrzymują dobre fotografie. Zwykły amatorski > filmik z tsunami z przed roku ma nieporównywalnie większa wymowę niż bóg wie > jaki reportaż agencji magnum. Mocne słowa, bardzo mocne. Ja bym nie pokłdał tak wielkiej nadzieii w obecnym społeczeństwie, które jest ponoć przekarmione(a przez to znieczulone) papką przemocy i krwi. > „Okazuje sie jednak, ze to zniechecenie jest waznym problemem. Jesli fotograf > niesie przy pomocy zdjecia nawet nastraszniejsza informacje, a ludzie nie > chca jej odebrac - to pytanie jednak pozostaje. Cos jest nie tak... To co, > fotodziennikarz ma tych zdjec nie przywozic? Nie publikowac? Zostawic to > telewizji? Przeciez nie! Pokazywac delikatnie? Kolorowo i pozytywnie? > Estetyzowac nieszczescie?” > > Ta karuzela zabrnęła już za daleko żeby ją zatrzymać. Będzie tak jak jest > czyli cała masa reportażystów „chcących donieść światu nowinę” i garstka > zapaleńców robiących swoją fotografie i trochę mocniej zastanawiających się > po co to robią. Media w założeniach mają informować, więc zatrudniają ludzi którzy donoszą swiatu nowiny, Dla mnei to zrozumiałe. Cały czas sie pieprzy o tym ze media powinny być obiektywne. Kiedy po Tsunami widze zdjęcie gdzie jest ciało( bo przeciez tam było) gdzie są zniszczone domy, to chyba jest obiektywne( na tyle n aile fotografia może być obiektywna, ale to już zupełnie inny wątek. > W czasach w jakich żyjemy „Armenia, grudzień 1988” to bezemocjonalna papka, > której apogeum rozkwitu właśnie przeżywamy. Gratuluje więc wrażliwości > Nie jest tak, że ludzie tego nie > oglądają, wręcz przeciwnie. Fotografia reportażowa, w ogóle, ma największe > grono odbiorców a ciągłe użalanie się środowiska fotografów reporterów nad > własnym losem są wywołane jakąś przedziwną imaginacją. Nie fotografia reportażowa, tylko newsowa. Wielu ludzi którzy niby interesują się reportażem, nie wie nawet kim był Capa, a reportaże to znają chyba tylko z rzepy i gazety. Radze rozgraniczać te kwestie. Oprócz wystaw WPP, któe mają jakąś oglądalność głownie przez rozreklamowanie ich w mediach, mało kto interesuej sie reportażęm, a o dokumencie fotograficznym w takim znaczeniu jakie ma on w świecie, to większość ludzi nie ma bladego pojęcia. > Pozdrawiam > Marek Pozdrawiam Rafał
Re: dygresje...
user:
> Zdanie to oddaje zmagania caĹego pokolenia reportaĹźystĂłw z tematem... Nie > > chcÄ siÄ rozpisywaÄ bo byĹoby niecenzuralnie. Z resztÄ
odpowiedz na ten > fragment juĹź powstaĹa > > âMoze nie przypuszczam, bo nie jestem dokumentalistÄ
, jednakĹźe nie > mogÄ > tworzyÄ wystawy bez zaĹoĹźenia, liczÄ
c, Ĺźe _tylko_ przypadek spowoduje, Ĺźe > > bÄdzie ona miaĹa cel. No wlasnie. Bardzo latwo oceniac. Bardzo latwo uogolniac. Wiekszosc niezupelnie celnych wnioskow jakie tu padaja wynika z braku prostego rozroznienia - fotografia artystyczna/fotografia prasowa. Kazdy fotoreporter rejestrujac jakies wydarzenie, zjawisko, temat - chcialby miec pewnosc ze to sie powiedzie, ze faktycznie uda mu sie opowiedziec o czyms waznym. Zasada "niekreowania" powoduje jednak, ze skazani jestesmy na przypadek i tyle. Nawet najlepszy dokumentalista nigdy nie ma pewnosci ze zrobi Zdjecia. Co wiecej - czesciej to sie nieudaje, niz udaje. O tym, czy powstanie wystawa, czy powstanie reportaz - wiadomo po, nigdy przed. To jedna z ulomnosci gatunku, ale i jego najwieksza sila - bo w chwili gdy zycie przyniesie obrazy a fotoreporter zdazy je schwytac - powstaja zdjecia lub opowiesci o sile wyrazu, przy ktorej najlepsza kreacja blednie. > JeĹli ktoĹ powie, Ĺźe on chce tylko zapisywaÄ, dokumentowaÄ a później > pokazywaÄ i nie ma aspiracji do bycia artystÄ
to znaczy, Ĺźe robi to czego > nie > lubi bÄ
dĹş siÄ nad tym nie zastanawia. A przecieĹź kaĹźda z osĂłb piszÄ
cych > tutaj > siÄ zastanawia. Nawet nad skutkami przypadku. Patrz wyzej - artysta/fotodziennikarz. > Zadaniem fotodziennikarza jest zrobienie dobrego zdjÄcia, dobrego > reportaĹźu > itd. Jak siÄ patrzy w telewizor to po prostu Ĺşle siÄ robi, do czego > zdolni sÄ
> dziennikarze Ĺźeby sprzedaÄ materiaĹ. I jeszcze dobudowujÄ
do tego > ideologie w > zaleĹźnoĹci od wĹasnego widzimisiÄ. Daleko idace uogolnienie. Sa dziennikarze i dziennikarze. Zadaniem reportera jest informowac, ulatwiac zrozumienie swiata, zmuszac do myslenia, pokazywac to co ukryte itd. Jesli fotografia czy reportaz spelnia te warunki to w zasadzie jest dla mnie obojetne jakie motywy kierowaly reporterem. Oczywiscie bardziej wiarygodny bedzie reporter o krysztalowo czystym sumieniu, niz ten ktory pragnie zaspokoic pragnienie slawy np. (choc skad ja mam ze 100% pewnoscia wiedziec kto jakimi motywami sie kieruje?) Dokad jednak ten ostatni wykonuje swa robote rzetelnie, nie oszukuje, nie klamie i faktyczie cos wnosi - jego przekaz jest dla mnie tak samo istotny. > :) Tak mĂłwiÄ
jednak nagrody otrzymujÄ
dobre fotografie. ZwykĹy amatorski > > filmik z tsunami z przed roku ma nieporĂłwnywalnie wiÄksza wymowÄ niĹź bĂłg > wie > jaki reportaĹź agencji magnum. Jednak zwyciezka fotografia z zeszlorocznego WPP dowodzi, ze praca fotoreportera ma nadal sens. To dobrze, ze procz filmikow od turystow powstaly zdjecia takie jak Arko Datty... A amatorski filmik - masz racje - byl lepszy, ale w TV i nie od fotografii, lecz od relacji newsowych robionych przez CNNy, TVN-y itd. W kategorii "news" fotografia juz 15 lat temu zostala wyparta przez TV, dzis jej rola jest troche inna... > W czasach w jakich Ĺźyjemy âArmenia, grudzieĹ 1988â to > bezemocjonalna papka, > ktĂłrej apogeum rozkwitu wĹaĹnie przeĹźywamy. :) ????? pzdr.Grzegorz
Re: dygresje...
user: "Marek Mollin 'rogus'"
Dnia 01-01-2006 o 12:31:19 Marcin Szeffer napisał: > To po co cała rozmowa w kierunku budzenia współczucia, kiedy (pomijając > słowo "też") w ostatnim poście wyraźnie wskazujesz, że obecnie zdjęcia > mają > walor dokumentalny. > Obne spełniły swoją rolę wtedy, dziś są dokumentem, a epatowanie > nieszczęściem z nieaktualnych zdjęć jest - jak wyżej napisałem - > tworzeniem > zastępczego współczucia, powodującego, że dziś oglądający w rezultacie > uodpornią się na aktualne potrzeby współczucia. > Ja mam sugestie dla mister Mariusza ;] sugestio-pytanie: Chce Ci sie?! -- Używam programu pocztowego Opery: http://www.opera.com/mail/
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "Marek Mollin 'rogus'" napisał w wiadomości news:op.s2regkv9adqqko@rogus... > Dnia 01-01-2006 o 12:31:19 Marcin Szeffer > napisał: > > > To po co cała rozmowa w kierunku budzenia współczucia, kiedy (pomijając > > słowo "też") w ostatnim poście wyraźnie wskazujesz, że obecnie zdjęcia > > mają > > walor dokumentalny. > > Obne spełniły swoją rolę wtedy, dziś są dokumentem, a epatowanie > > nieszczęściem z nieaktualnych zdjęć jest - jak wyżej napisałem - > > tworzeniem > > zastępczego współczucia, powodującego, że dziś oglądający w rezultacie > > uodpornią się na aktualne potrzeby współczucia. > > > > > Ja mam sugestie dla mister Mariusza ;] > sugestio-pytanie: > Chce Ci sie?! Sugstio-pytanie, aczkolwiek zadane Mariuszowi, zostało opublikowane na publicznym forum. I w związku z tym, a zwłaszcza skoro znajduje się pod moim postem, chętnie bym usłyszał, tak bardziej konkretnie, o co Tobie Marku chodziło? Mariusz uzasadniał, że ta wystawa ma sens. Ja twierdzę, że nie. Jest więc różnica poglądów, którą można sobie wyjaśnić w drodze kulturalnej - jak dotąd - wymiany poglądów. W kontekście dotrychczasowych stanowisk adresowane do Mariusza zapytanie wydaje się sugerować, że my, nieprofesjonaliści guzik tam się znamy na P)rawdziwych Wystawach i nie ma sensu nam zupełnie tłumaczyć maluczkim Prawdziwej Sztuki. Troche to jakby aroganckie, nawet, jeśli widać tam "smajleja"... -- shr
Re: dygresje...
user: "Marek Mollin 'rogus'"
Dnia 02-01-2006 o 17:57:15 Marcin Szeffer napisał: o jezus... generalnie mozna powiedziec, ze nie trafia do ciebie formy, czy kadry, czy budowa napiecia itp. mozna wymienic detale, ale ty ciagle cos udowadniasz, a to ze nei art... a to ze nie jest to fotografia... potem mowisz, ze to to samo, co zdjecia z instrukcji - poprostu mi by sie nie chcialo heh zasadniczo sa ludzie, ktorzy poprostu sa zamknieci i nie chca zrozumiec, obiektywnie ocenic, dostrzec walorow... wszystko podciagaja pod swoje szuflady i upychaja na sile... heh zdjecia autora, ktorego podales maja niekiedy cholernie pozytywny wymiar przyklad zdjecie "KKK" niesie kupe tej nadziei "na lepsze" jak to ujales! generalnie wiesz ;] nie lubie tego mowic, ale nie masz poteznego autorytetu w postaci ot chocby teorii, bo o praktyce to juz nawet nie wspomne (zdjecia jeziorka i drzewka i badyla w srod trawy) ;] -- Używam programu pocztowego Opery: http://www.opera.com/mail/
Re: dygresje...
user: MariuszF
Marcin Szeffer wrote: >> >>>To po co cała rozmowa w kierunku budzenia współczucia, kiedy (pomijając >>>słowo "też") w ostatnim poście wyraźnie wskazujesz, że obecnie zdjęcia >>>mają >>>walor dokumentalny. >>>Obne spełniły swoją rolę wtedy, dziś są dokumentem, a epatowanie >>>nieszczęściem z nieaktualnych zdjęć jest - jak wyżej napisałem - >>>tworzeniem >>>zastępczego współczucia, powodującego, że dziś oglądający w rezultacie >>>uodpornią się na aktualne potrzeby współczucia. >>> >> >> >>Ja mam sugestie dla mister Mariusza ;] >>sugestio-pytanie: >>Chce Ci sie?! > > > Sugstio-pytanie, aczkolwiek zadane Mariuszowi, zostało opublikowane na > publicznym forum. I w związku z tym, a zwłaszcza skoro znajduje się pod moim > postem, chętnie bym usłyszał, tak bardziej konkretnie, o co Tobie Marku > chodziło? > Mariusz uzasadniał, że ta wystawa ma sens. Ja twierdzę, że nie. Jest więc > różnica poglądów, którą można sobie wyjaśnić w drodze kulturalnej - jak > dotąd - wymiany poglądów. > W kontekście dotrychczasowych stanowisk adresowane do Mariusza zapytanie > wydaje się sugerować, że my, nieprofesjonaliści guzik tam się znamy na > P)rawdziwych Wystawach i nie ma sensu nam zupełnie tłumaczyć maluczkim > Prawdziwej Sztuki. NOOOOOOOOO !!!! - jestem pod wrazeniem ! Takiej dyskusji nie pamietam...!!! Ale zaszla juz chyba do miejsca w ktorym trzeba by pogadac raczej w realu... A co do sensu wystawy i wystawiania w ogole. Jesli zalozyc, ze zdjecia poza wszystkim sa tez rodzajem wypowiedzi czy opowiesci - a jesli chodzi o fotografie dokumentalna jest to w zasadzie jej cel - to kazda wypowiedz ma sens - nawet ta opowiedziana jakis czas po fakcie, przypomniana. Widze tez, ze fotografia ktorej bohaterem jest czlowiek (bez wzgledu na to czy jest radosny czy nie) wzbudza najwiecej skrajnych opinii - od uznania takich zdjec za wazne do stwierdzenia, ze jest to tylko mechaniczna rejestracja sytuacji ogranych juz tysiace razy. Mam tez wrazenie, ze dokument o czlowieku drazni (chyba, ze czlowiek jest podany "ladnie" - wtedy mniej). Nie wiem ilu z was odwiedzilo np festiwal fotograficzny w Lodzi. Tysiace zdjec bardzo prosto podanej architektury w stylu malzenstwa Becherow. Zmieniaja sie tylko budynki, wnetrza, miasta, miejsca. Prasa fotograficzna tym ocieka, w necie jest jej jeszcze wiecej. Chocby w Magnum: Mark Power i inni. Ile jest zdjec zielonych pol, kwiatkow, ptaszkow, robaczkow, oswietlonych lub nie zaulkow miast? Miliardy. Pieknych kobiet (brzydkich jakos mniej), dzieci, wodospadow z rozmazana woda... jeszcze wiecej. I dobrze - niech tak bedzie. Nie wiem czy maja one wiekszy sens czy mniejszy. Jakos nikt nie napisal przy okazji takich zdjec, ze nie maja sensu. Czy wystawa zdjec z konkursu "City After Eight" - w ktorym regulamin byl dla samego konkursu zabojczy - na plocie Lazienek ma sens? Sadze, ze ma. Sens ma wszystko poza spieraniem sie czy to sztuka czy tez nie...:). Sztuke zostawmy. Ona sama wybierze sobie to co uzna za wazne. Ciesze sie, ze zdjecia wywolaly naprawde ciekawa dyskusje. I sadze, ze nie miejsce tutaj na wytykanie niezbyt trafnych argumentow czy niezrozumialych, moze dziwnych sformulowan. Moim skromnym zdaniem zdjecia wywolaly wazny temat, wazny nie tylko w fotografii. A co do pytania czy mi sie chce? :) Pewnie niektorzy sie zmartwia: Chce mi sie coraz bardziej :) > Troche to jakby aroganckie, nawet, jeśli widać tam "smajleja"...
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "Marek Mollin 'rogus'" napisał w wiadomości news:op.s2ricvq3adqqko@rogus... > Dnia 02-01-2006 o 17:57:15 Marcin Szeffer > napisał: > > o jezus... > generalnie mozna powiedziec, ze nie trafia do ciebie formy, czy kadry, czy > budowa napiecia itp. Sztuka, jak najszerzej rozumiana, subiektywna jest, zatem nie musi do mnie trafiac to, co Ty uważasz, że powinno. Inaczej wszyscy tworzyliby to samo i konsumowali to samo. To byłby wtedy koszmar, sztanca, a nie sztuka. > mozna wymienic detale, ale ty ciagle cos udowadniasz, a to ze nei art... a > to ze nie jest to fotografia... potem mowisz, ze to to samo, co zdjecia z > instrukcji - poprostu mi by sie nie chcialo Niczego nie udowadniam, opisuję swoje odczucia. Poza tym, jak już pisałem, posługuję się przenośnią, co jest oczywiste, gdy się opisuje tak subiektywne wrażenia. Trzeba mieć wyjątkową niechęć zrozumienia, aby tak literalnie to odczytywać. Swoją drogą, jak Ty odbierasz sztukę, jeśli tak literalnie wszystko odbierasz? > heh zasadniczo sa ludzie, ktorzy poprostu sa zamknieci i nie chca > zrozumiec, obiektywnie ocenic, dostrzec walorow... wszystko podciagaja pod > swoje szuflady i upychaja na sile... mhm. Ty do nich nie należysz... Wiesz, jedni wolą blondynki, inni brunetki, a dla innych ważne jest, że musi mieć szlajfkę z napisem Miss Polonia. > heh zdjecia autora, ktorego podales maja niekiedy cholernie pozytywny > wymiar przyklad zdjecie "KKK" niesie kupe tej nadziei "na lepsze" jak to > ujales! Nobody's perfect, Ale - tak czy owak wolę jeden brak nadziei wśród pozytywnie nastrajających, niż na odwrót. > generalnie wiesz ;] nie lubie tego mowic, ale nie masz poteznego > autorytetu w postaci ot chocby teorii, bo o praktyce to juz nawet nie > wspomne (zdjecia jeziorka i drzewka i badyla w srod trawy) ;] Nie szkodzi. Ale mam oczy, serce i odczuwam uczucia, czasem zdarza mi się pomyśleć i wyciągnąć jakieś wnioski... Więc jeśli Mariusz ma zapędy edukacyjne - to fajnie, ale chyba trzeba zdać sobie sprawę, że nie każdy ma. Co nie oznacza, że trzeba za wszelką cenę dawać temu wyraz. Swoją drogą, zdarzało mi się czytywac Twoje posty, i te, które czytałem - ceniłem sobie. Ale czasem jednym nieprzemyślanym komentarzem można sobie zepsuć budowaną dłuższy czas opinię... -- shr.
Re: dygresje...
user: "Marek Mollin 'rogus'"
Dnia 02-01-2006 o 19:09:11 Marcin Szeffer napisał: > Ale czasem jednym nieprzemyślanym komentarzem można sobie zepsuć budowaną > dłuższy czas opinię... ehh nie chodzi o to, ale ty wszystko negujesz i to wlasciwie bezpodstawnie, bo srednio 'konsumuje' te empiryczne dowody w twoim wykonaniu... dobra nie obrazaj sie specjalnie ;] ale nie lubie subiektywnych odczuc :> subiektywny dokument za to lubie! ;] nie bronie na sile zdjec Mariusza, chociaz TAMTAM ostatnio calym sercem obejmuje ;] -- Używam programu pocztowego Opery: http://www.opera.com/mail/
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "MariuszF" napisał w wiadomości news:dpbq3n$jjb$1@atlantis.news.tpi.pl... > Ale zaszla juz chyba do miejsca w ktorym trzeba by pogadac raczej w realu... Poza odległością i brakiem czasu nie mam nic przeciw. > A co do sensu wystawy i wystawiania w ogole. Jesli zalozyc, ze zdjecia > poza wszystkim sa tez rodzajem wypowiedzi czy opowiesci - a jesli chodzi > o fotografie dokumentalna jest to w zasadzie jej cel - to kazda > wypowiedz ma sens - nawet ta opowiedziana jakis czas po fakcie, Jasne, ale mnie cały czas chodzi o to, żeby ten sens, przynajmniej w najszerszym czy najbardziej ogólnym wymiarze, był z góry założony i czytelny. Tak jak pisarz, czy malarz, którzy z góry powinni wiedzieć, jaką wizję dzieła mają, co chcą przekazać. A to, co między wierszami, czy to, co powoduje zbieg okoliczności - niech dodaje smaczku, jeśli się przytrafi. > przypomniana. Widze tez, ze fotografia ktorej bohaterem jest czlowiek > (bez wzgledu na to czy jest radosny czy nie) wzbudza najwiecej skrajnych > opinii - od uznania takich zdjec za wazne do stwierdzenia, ze jest to > tylko mechaniczna rejestracja sytuacji ogranych juz tysiace razy. To druga strona medalu. Jak i kwestia odczuć, jak choćby na trywialnym przykładzie reklam Benettona. > Mam tez wrazenie, ze dokument o czlowieku drazni (chyba, ze czlowiek > jest podany "ladnie" - wtedy mniej). Nie wiem ilu z was odwiedzilo np Mnie się wydaje, że drażnią negatywne odczucia. Moga one być związane tak z treścią zdjęcia, jak i formą. No i pozostaje kwestia estetyzacji nieszczęścia i tego, skąd się ona bierze, ale o tym już pisaliśmy w wątku i nie ma potrzeby przytaczać ponownie tych... głosów ;) [...] [tu nie widziałem, więc siedzę cicho] > konkursu zabojczy - na plocie Lazienek ma sens? Sadze, ze ma. Sens ma > wszystko poza spieraniem sie czy to sztuka czy tez nie...:). Sztuke > zostawmy. Ona sama wybierze sobie to co uzna za wazne. :) > A co do pytania czy mi sie chce? :) > Pewnie niektorzy sie zmartwia: Chce mi sie coraz bardziej :) Ja tam się nie martwię. I dziękuję, że komuś jeszcze się chce. -- shr.
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "Marek Mollin 'rogus'" napisał w wiadomości news:op.s2rjzxikadqqko@rogus... > Dnia 02-01-2006 o 19:09:11 Marcin Szeffer > napisał: > > Ale czasem jednym nieprzemyślanym komentarzem można sobie zepsuć budowaną > > dłuższy czas opinię... > > ehh nie chodzi o to, ale ty wszystko negujesz i to wlasciwie > bezpodstawnie, bo srednio 'konsumuje' te empiryczne dowody w twoim > wykonaniu... Ha! Może to problem w rozumieniu dowodów, albo ja źle je przedstawiam. Ale tak czy owak, polemizuj ze mną, z tymi dowodami, zamiast słać odwołania do Mariusza. > dobra nie obrazaj sie specjalnie ;] ale nie lubie subiektywnych odczuc :> Się nie obrażam. Ale nie lubię protekcyjnego gadania. Masz cos do mnie - wal do mnie. > subiektywny dokument za to lubie! ;] A niech sobie ten subiektywny dokument isrtnieje, każdy ma odbiór takiego dokumentu, jaki ma i właśnie te różnice są przyczyną i istotą naszych rozmów. Nikt tu na siłę nikogo nie przekona, aby rozumiał/odczuwał ten dokument/whatever tak samo, ale co stoi na przeszkodzie starać zrozumieć stanowisko drugiej strony, nawet, jeśli się go aktualnie nie podziela. > nie bronie na sile zdjec Mariusza, chociaz TAMTAM ostatnio calym sercem obejmuje ;] A ja zdjęć (ani Mariusza) nie atakuję, tylko wskazuję, jak je odbieram i dlaczego. A że mi się akurat _te_ zdjęcia, w _tym_ konteście nie podobają, może wynikać (PRZYKŁADOWO, broń Boże literalnie) albo z niezrozumienia przeze mnie wystawy/zamiarów autora, albo z tego, że autor zapomniał ich opisać/ napisać wstępu, wlazł z nimi jak Piłat w Credo, etc. Jest okazja, by to sobie wyjaśnić. A przy okazji Mariusz się dowiaduje, jak jego dzieła są odbierane. I nawet, jeśli jest to stanowisko, którego on nie akceptuje, ma rzetelną (a przynajmniej starałem się, aby była rzetelna) informację, dlaczego odebrałem tak a nie inaczej. -- shr.
Re: dygresje...
user: "am"
Użytkownik "Marcin Szeffer" > Jasne, ale mnie cały czas chodzi o to, żeby ten sens, przynajmniej w > najszerszym czy najbardziej ogólnym wymiarze, był z góry założony i > czytelny. Tak jak pisarz, czy malarz, którzy z góry powinni wiedzieć, jaką > wizję dzieła mają, co chcą przekazać. (ciacho) Tutaj mysle, ze wlasnie nie mozna przewidziec rezultatu pracy artysty. Mozna cos zamknac ze strony autorskiej, ale nie mozna przewidziec reakcji oraz interpretacji odbiorcy. Tak jak juz slynna walka o teatr w Bialymstoku, gdzie polityk - 'swieta z broda' potraktowal jako 'Chrystusa z piersiami'. A przeciez autorom nie o to chodzilo... (ciacho) > > A co do pytania czy mi sie chce? :) > > Pewnie niektorzy sie zmartwia: Chce mi sie coraz bardziej :) > > Ja tam się nie martwię. I dziękuję, że komuś jeszcze się chce. Wielu sie chce, bardzo wielu :o) pzdr.am
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dpbt1i$cm3$1@nemesis.news.tpi.pl... > Użytkownik "Marcin Szeffer" > > > Jasne, ale mnie cały czas chodzi o to, żeby ten sens, przynajmniej w > > najszerszym czy najbardziej ogólnym wymiarze, był z góry założony i > > czytelny. Tak jak pisarz, czy malarz, którzy z góry powinni wiedzieć, jaką > > wizję dzieła mają, co chcą przekazać. > (ciacho) > > Tutaj mysle, ze wlasnie nie mozna przewidziec rezultatu pracy artysty. Mozna > cos zamknac ze strony autorskiej, ale nie mozna przewidziec reakcji oraz > interpretacji odbiorcy. Tak jak juz slynna walka o teatr w Bialymstoku, > gdzie polityk - 'swieta z broda' potraktowal jako 'Chrystusa z piersiami'. A > przeciez autorom nie o to chodzilo... Jasne, ale to skrajna sytuacja, jak i Papież przygnieciony meteorytem. A jednak autorzy/autor z góry wiedział, co chciał przekazać. [...]> Wielu sie chce, bardzo wielu :o) Wiem wiem, jest nadzieja :) -- shr
Re: dygresje...
user: "am"
Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > > Tutaj mysle, ze wlasnie nie mozna przewidziec rezultatu pracy artysty. > Mozna > > cos zamknac ze strony autorskiej, ale nie mozna przewidziec reakcji oraz > > interpretacji odbiorcy. Tak jak juz slynna walka o teatr w Bialymstoku, > > gdzie polityk - 'swieta z broda' potraktowal jako 'Chrystusa z piersiami'. > A > > przeciez autorom nie o to chodzilo... > > Jasne, ale to skrajna sytuacja, jak i Papież przygnieciony meteorytem. > A jednak autorzy/autor z góry wiedział, co chciał przekazać. Ale mozna miec wizje czegos, ale nie chodzi o przekaz, tylko o odbior. To jest element jak najbardziej nie przewidywalny. Bardzo czesto robiac zdjecia, mam wyobrazenie, tego co robie, nastepnie fotografie selekcjonuje, wybieram takie, ktore w calosci beda mialy pewien cel, okreslony pod wzgledem odbioru, lecz nie moge przewidziec tego, jaka interpretacje przyjmie widz i co bedzie o tym myslal. .am
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dpbue0$ht9$1@nemesis.news.tpi.pl... > Ale mozna miec wizje czegos, ale nie chodzi o przekaz, > tylko o odbior. To jest element jak najbardziej nie przewidywalny. > Bardzo czesto robiac zdjecia, mam wyobrazenie, tego co robie, > nastepnie fotografie selekcjonuje, wybieram takie, ktore w calosci > beda mialy pewien cel, okreslony pod wzgledem odbioru, > lecz nie moge przewidziec tego, jaka interpretacje przyjmie > widz i co bedzie o tym myslal. Skoro jest odbiór, to musi być przekaz. Więc chcąc coś przekazać, nawet wizję, trzeba ją tak zakodować, tak się starać, by odbiór był zrozumiały. Z drugiej strony, czy chodzi Ci o to, że jeśli artysta widzi abstrakt i ten abstrakt sobie odzwiercieli i nazwie go "dupa", bo jemu się akurat kojarzy, to odbiorca abstraktu odbierze go jako np. "kombajn na polu"? Jeśli tak, to ok, ale taki przypadek w fotografii, zwłaszcza dokumentalnej, raczej chyba rzadko występuje. -- shr
Re: dygresje...
user: "am"
Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > Skoro jest odbiór, to musi być przekaz. > Więc chcąc coś przekazać, nawet wizję, trzeba ją tak zakodować, tak się > starać, by odbiór był zrozumiały. Odbior to tez interpretacja. (ciacho) > Jeśli tak, to ok, ale taki przypadek w fotografii, zwłaszcza dokumentalnej, > raczej chyba rzadko występuje. Wszystko zalezy od sposobu wypowiedzi. Calkiem niedawno na konferencji Miesiaca Fotografii w Bratyslawie - Tomasz Pospiech mial prelekcje jak szeroko pojmowane jest pojecie dokumentu w fotografii. Tekst mozna rowniez przczytac w publikacji wydanej w Cieszynie (galeria Szara). Dokumentem sa zarowno autoportrety Dity Pepe, jak rowniez cykle dokumentacji modyfikowanych komputerowo po przez laczenie multiplikacji ekspozycji z jednego miejsca w okreslonym czasie. Fotografia dokumentalna tez sa fotografie z cyklu wystawy prezentowanej w Lodzi - Marginesy architektury. Manipulacja rowniez w fotografii dokumentalnej jest bardzo latwa do uzyskania, chodzby przez sposob prezentacji i ukladu prac. .am
Re: dygresje...
user: "Marek_Augustyński"
> > Od razu musze > też > > powiedzieć, że nie lubię fotografii reportażowej w takim wydaniu w jakim > jest > > serwowana po bressonie (jest to większość tego typu fotografii i o niej > > mówię). Dlaczego? Ponieważ opiera się ona cały czas i wciąż na tym samym > > rozumowaniu i sposobie patrzenia, w dodatku okrojonym.... jakim operował > > bresson... > Mógłbyś to troche rozwinąć? Bo nie do końca moge się zgodzić że teraz > wszyscy małpują Bressona tylko w okrojony sposób(Przynajmniej tak > zrozumiałęm twoją wypowiedź) Ja nie wiem czy małpują... Brasson stworzył rodzaj fotografii, cała jej dziedzinę. Do czasów obecnych reportaż fotograficzny opiera się na jego ideologii. On zrobił tak potężny krok na przód, że po prostu nikt, aż do dzisiaj, nie jest w stanie tego przeskoczyć. Symptomatyczne jest to, że współcześni reportażyści lubują się w rozprawianiu o fotografii w sposób wskazujący na jej „naukową badalność”... to zrozumiałe bo często ich fotografie rzeczywiście wyglądają jak zbudowane z klocków i aż kusi żeby coś o tym wspomnieć. Wysnuwają przeróżne teorie na temat dobrej fotografii, reguł nią rządzących, umiejętności czytania opartej na wiedzy, itp. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że są to tematy zastępcze mające na celu zatarcie wrażenia pójścia na łatwiznę. Reportaż jest najczystszym rodzajem fotografii i wskazuje czy dany twórca ma zdolność widzenia czy nie. Schody zaczynają się gdy w grę wchodzi indywidualne odczuwanie twórcy. Ale reporterzy zdają się omijać ten temat z daleka i wciąż wałkują o rozumowym pojmowaniu obrazu, o obiektywizmie. Czy bresson był obiektywny? Bresson miał niebywały talent i czuł swoje.... swój moment decydujący... i robił to świetnie. To była jego fotografia, którą on odkrył i która należała do niego. Czyja jest dzisiejsza fotografia reportażowa... w znacznej swej większości?.. Poza kilkoma nazwiskami, które rozwijają to co zapoczątkował bresson lub wcześniejsi cała reszta bazuje na tzw. dobrych zdjęciach, które zepchnięte do jednego wora stworzą imię i nazwisko o nieznanej treści. Wiem, że są to mocne słowa, bo temat jest trudny. Pokazać świat poprzez reportaż.... A czyj jest to świat? Ja nie chcę oglądać świata niczyjego bo mam wrażenie, że to zmierza w pustkę. I taki jest mój odbiór fotografii wykonywanych, aby zamiast siebie pokazać świat. > > Ja dodam tylko, że to założenie wywodzi się z przemyśleń przed wykonaniem > > zdjęć, które z kolei osadzone są w specyficznym dla danego twórcy JA. To > JA > > to zlepek odczuwania, myśli, doświadczeń i pomysłów oraz ich ewoluowania > we > > własnej twórczości. Bez JA może powstać cała masa fotografii ale zarówno > te z > > narodzin dziecka jak i trzęsienia ziemi pokażą nam to samo... > > Wydaje mi się że Mariuszowi bardziej chodziło o przypadek w sensie > nieprzewidywalności sytuacji. Nawet jeśli spędzisz na przemyśleniach przed > robieniem materiału, to i tak nie przemyślisz wszystkiego. Zawsze może > wydarzyć się to coś, co przyciągnie fotografa robiącego dany materiał. A to > jak je nazwałeś JA, posiada chyba każdy kto nie małpuje prac innych. Masz rację, każdy posiada swoje JA, tylko nie każdy chce je pokazać... łagodnie mówiąc;) Może Mariuszowi chodziło o to o czym piszesz tylko, że nie operując we własnym ja nadal będzie to przypadek. Mi chodzi o to, aby to był jego przypadek... najlepiej ciężki;) > > Fotografia ma mówić a nie zmuszać nas do jej czytania. Do czytania są > > przecież książki. Sensem fotografii w szerokim pojęciu jest właśnie > > operowanie obrazem i poszukiwania jego nowego bądź specyficznego wyrazu. > > Jeśli ktoś powie, że on chce tylko zapisywać, dokumentować a później > > pokazywać i nie ma aspiracji do bycia artystą to znaczy, że robi to czego > nie > > lubi bądź się nad tym nie zastanawia. A przecież każda z osób piszących > tutaj > > się zastanawia. Nawet nad skutkami przypadku. > "Czytać" fotografie. Radze zwrócić uwage na cudzysłów, bo jest to pewnego > rodzaju przenośnia. Fotografie, książki, obrazy - wszystko można czytać, bo > one w ten sposób mówią. Czasem trzeba nad zdjęciem postać dłużęj niz 3 > minuty, wtedy zaczyna się czytanie. Już nie wiem gdzie cudzysłów a gdzie nie, gdzie czytanie w momencie a gdzie trzyminutowe. Zwróciłem uwagę bo Andrzej chyba napisał „czy próbowałeś kiedyś czytać fotografie?” i jest to nie pierwszy raz kiedy słyszę podobne stwierdzenie. No więc pewnie, że sobie czytałem jednak nie robiłem tego w celu odkrycia fotografii, która nie podobała mi się lub takiej, którą uważałem za mało interesującą. Mam powiedzmy problem lub coś mnie zaciekawi więc staram się zgłębić, to naturalne. Ale żebym miał przymierzać się do czegoś co widzę po raz tysięczny tylko w innej ramce?... A jeśli chodzi o książki to staram się czytać tylko pewniaki, więc gdy co poniektórzy kończą czterdziestego harlequina to ja już wiem jak skończył się ostatni;) > > O estetyzacji nieszczęścia:) > > > > „A tak na marginesie: co sadzisz o estetyzacji nieszczescia we > wspolczesnej > > fotografii ?” > > „Może ta eststyzacja to usiłowanie uśrednienia/dopasowania poziomu > przekazu, > > aby trafić do mas?” > > > > Tak > Bardzo stanowcza odpowiedz. Skoro znasz odpowiedzi na wszystkie pytania, to > może nei ma sensu z Tobą dyskutować Może.....;) > > „Ale powstaje pytanie o cel czy o metodę, czy to się > sprawdza?” > > > > Nie, to się nie sprawdza > Kolejna stanowcza odpowiedź No widzisz, lubię stanowcze odpowiedzi..... > > Nie da się ulepszyć fotografii poprzez > > podkręcenie dramatyzmu jej wymowy. To życie jest dramatyczne a my nie > chcemy > > aby takie było, lub chociażby trochę mniej. Może to o czym tu pisze jest > > paradoksem ale jednak. > Chyab znow musze poprosić o głębsze wyjaśnienia. Jak to nie da sie ulepszyć > fotografi?? Kompozycja, moment i to wszystko czym różni się jedna fotografia > od drugiej się kompletnie nei liczą? Pewnie, że nie!.... Nie słuchaj mnie, świruję. Co to w ogóle znaczy ulepszyć fotografię, co to znaczy fotografia lepsza? Liczy się różnica i to ona sprawia, że coś staje się wartościowe, że jest wyróżniające się, że jest charakterystyczne i czyjeś, skądś pochodzi, że jest JA. Kompozycja i moment są jedynie świadectwem określonych umiejętności. > > A konkurs WPP dodatkowo podkręca tą > głupawę. > > Już z założenia fotografie noszące zbyt duże piętno twórcy nie mogą tam > się > > pojawić. Piętno twórcy to jego własna wrażliwośc.... > Na WPP zawsze są naprawde dobre zdjęcia. Nie wszystkie, bo taki jest > charakter konkursu. Te dobre mało kiedy zdobywają nagrode główną, bo > przecież chodzi tam o zdjęcia niusowe, a nie artystyczne. A psioczenie na > WPP to w dużej mierze jakiegoś rodzaju moda, bo nagle się okazuje żę Ci > reporterzy to straszne hieny, a my oglądający jesteśmy tacy dobrzy. Jak > można było zrobić te zdjęcia itp. itd o dup.e maryni. Zapominamy że to > zdjęcia obrazują nam prawdziwy ogrom wielu tragedii. Nie wierz by na kogoś > bardziej podziałał opis tego co działo sie w obozach koncentracyjnych, niż > jedeno zdjęcie przedstawiające te żywe szkielety którymi stawali się ludzie > tam przebywający. To jest siłą fotografii, masz rację. Tylko. że takich ludzkich szkieletów przed i po holokauście wcale nie było tak mało. To co było przerażające to fakt gdzie wydarzyła się ta zbrodnia, jakie było jej podłoże i kto tego dokonał. W centrum europy, niemiecki narów chciał wytępić naród żydowski... i robili to na skale przemysłową. To jest coś niewyobrażalnie okropnego. Na dodatek do dzisiaj niemcy i niektóre inne narody mają problemy z przyznaniem, że to rzeczywiście był fakt. Znamy cały opis tamtych wydarzeń, mamy w bite do głowy obrazy ciężkich spychaczy zgarniających zwłoki do dziur w ziemi, itd. A najstraszniejsza w tym wszystkim jest cisza na rampie kolejowej w brzezince... jeśli się wie. Mam wrażenie, że o sile zdjęć z obozów koncentracyjnych świadczy historia oraz zawieszenie w niej, właśnie w tamtym momencie, ich samych. > > „Bo przeciez te rzezie, powodzie, trzesienia ziemi fotografowie > prasowi nie > > pokazuja po to zeby sie podobaly, tylko zeby o nich doniesc.” > > > > :) Tak mówią jednak nagrody otrzymują dobre fotografie. Zwykły amatorski > > filmik z tsunami z przed roku ma nieporównywalnie większa wymowę niż bóg > wie > > jaki reportaż agencji magnum. > Mocne słowa, bardzo mocne. Ja bym nie pokłdał tak wielkiej nadzieii w > obecnym społeczeństwie, które jest ponoć przekarmione(a przez to > znieczulone) papką przemocy i krwi. Wcale takiej nadziei nie pokładam. I właśnie dlatego filmik był tak mocny. Tam z góry wiadomo, że turysta jest przybyszem i zamierza mile spędzić czas. On nie pojechał do ciepłych krajów żeby zrobić dobry film o powodzianach. Jakoś tak wyszło, że nagle na jego oczach jakby nigdy nic zaczęli ginąć ludzie, tak po prostu i zwyczajnie, jak zwyczajnie przyszłą sobie wielka fala. To był prawdziwy reportaż pokazujący horror w biały dzień. Czy tak zachowałby się reporter i z takim spokojem kręcił co się dzieje?.. Najprawdopodobniej sam wskoczyłby do wody żeby być bliżej centrum wydarzeń. Zacząłby robić najlepsze w jego mniemaniu ujęcia z których najprawdziwsze byłoby obrazem jego własnej śmierci... kiedy zalana kamera gaśnie. > > Ta karuzela zabrnęła już za daleko żeby ją zatrzymać. Będzie tak jak jest > > czyli cała masa reportażystów „chcących donieść światu nowinę” > i garstka > > zapaleńców robiących swoją fotografie i trochę mocniej zastanawiających > się > > po co to robią. > > Media w założeniach mają informować, więc zatrudniają ludzi którzy donoszą > swiatu nowiny, Dla mnei to zrozumiałe. Cały czas sie pieprzy o tym ze media > powinny być obiektywne. Kiedy po Tsunami widze zdjęcie gdzie jest ciało( bo > przeciez tam było) gdzie są zniszczone domy, to chyba jest obiektywne( na > tyle n aile fotografia może być obiektywna, ale to już zupełnie inny wątek. Fotografia nie jest obiektywna i cały w tym sęk. Po co więc udawać i udowadniać, że jest jeśli można zaznaczyć, że właśnie nie jest. Jeśli trup po tsunami jest faktem a fotograf dokumentalista nadal żyje, to niechże to pokaże. Przecież media nie stracą na tym aż tak wiele. Wiem, mam za duże wymagania bo świat pędzi i nie ma czasu... No ale grudzień w Armeni był przecież 17 lat temu. > > W czasach w jakich żyjemy „Armenia, grudzień 1988” to > bezemocjonalna papka, > > której apogeum rozkwitu właśnie przeżywamy. > Gratuluje więc wrażliwości Uważasz, że jej nie mam. Fotograficznie jest to bezemocjonalna papka gdyż ktoś kto powinien mieć wrażliwość, czyli fotograf tam będący, zachował się jak zawodowiec, jak ten co fotografuje gołe dupy twierdząc przy tym, że on z nimi nie bo profesjonalistą jest.... a one ponoć też. Przecież to bezpłciowe, a co najlepsze nieprawda;) Pozdrawiam Marek Ps. Wiem, że bezuczuciowość fotografii reportażowej, newsowej, czy dokumentalnej może wynikać z przeżyć jakie niesie tragedia i z nią obcowanie. Tylko, że to jest właśnie degeneracja, zahamowanie uczuć i prowadzi widzów do tego samego.. I jeśli ktoś twierdzi, że pokazuje świat takim jakim on jest to znaczy że nie warto... a przecież warto:) -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: dygresje...
user: "Marek_Augustyński"
> > Zdanie to oddaje zmagania całego pokolenia reportażystów z tematem... Nie > > > > chcę się rozpisywać bo byłoby niecenzuralnie. Z resztą odpowiedz na ten > > fragment już powstała > > > ?Moze nie przypuszczam, bo nie jestem dokumentalistą, jednakże nie > > mogę > > tworzyć wystawy bez założenia, licząc, że _tylko_ przypadek spowoduje, że > > > > będzie ona miała cel. > No wlasnie. Bardzo latwo oceniac. Bardzo latwo uogolniac. Wiekszosc > niezupelnie celnych wnioskow jakie tu padaja wynika z braku prostego > rozroznienia - fotografia artystyczna/fotografia prasowa. A po co takie rozgraniczenie?.. Przecież jeśli robisz fotografie to nie zastanawiasz się czy jest artystyczna czy nie tylko chcesz robić to dobrze i zastanawiasz się na tym. Chodzi jedynie o operowanie we własnej twórczości. > Kazdy > fotoreporter rejestrujac jakies wydarzenie, zjawisko, temat - chcialby > miec > pewnosc ze to sie powiedzie, To byłby chyba koniec fotografii:) > ze faktycznie uda mu sie opowiedziec o > czyms > waznym. Zasada "niekreowania" powoduje jednak, ze skazani jestesmy na > przypadek i tyle. Nawet najlepszy dokumentalista nigdy nie ma pewnosci ze > zrobi Zdjecia. Co wiecej - czesciej to sie nieudaje, niz udaje. O tym, czy > powstanie wystawa, czy powstanie reportaz - wiadomo po, nigdy przed. To > jedna z ulomnosci gatunku, ale i jego najwieksza sila A właśnie A co do kreowania to przecież nie twierdzę, że fotoreporter powinien to robić. Niech nie kreuje, niech tylko nie będzie tak bezduszny bo to jest większe kłamstwo niż kreacja. Przy tym ostatnim twórca robi coś swojego jednocześnie z tym nie walcząc.. a reporter co, walczy ze sobą, żeby być obiektywny?... > - bo w chwili gdy > zycie przyniesie obrazy a fotoreporter zdazy je schwytac - powstaja zdjecia > lub opowiesci o sile wyrazu, przy ktorej najlepsza kreacja blednie. To należy sobie teraz odpowiedzieć dlaczego tak wielu dokumentalistów, np. wspomniany gdzieś Capa, posuwało się do oszustw i kreacji. Oczywiście jest to margines i zgadzam się, że w historii fotoreportażu powstają wspaniałe fotografie. > > W czasach w jakich żyjemy ?Armenia, grudzień 1988? to > > bezemocjonalna papka, > > której apogeum rozkwitu właśnie przeżywamy. > :) ????? ;) Pozdrawiam Marek -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: dygresje...
user:
>> Wiekszosc >> niezupelnie celnych wnioskow jakie tu padaja wynika z braku prostego >> rozroznienia - fotografia artystyczna/fotografia prasowa. > > A po co takie rozgraniczenie?.. Przecież jeśli robisz fotografie to nie > zastanawiasz się czy jest artystyczna czy nie tylko chcesz robić to > dobrze i > zastanawiasz się na tym. Watek wczesniej napisales cos odwrotnego: "Jeśli ktoś powie, że on chce tylko zapisywać, dokumentować a później pokazywać i nie ma aspiracji do bycia artystą to znaczy, że robi to czego nie lubi bądź się nad tym nie zastanawia". Reporter chce zapisywac, dokumentowac czasem interpretowac i pokazywac - nie chce byc artysta. To ze wybiera jako medium fotografie, czyli srodek przez wielu trakotwany jako "artystyczny" jest wtórne - stad mysle masa nieporozumien, kiedy ludzie ogladaja zdjecia dokumentalne jako "piekne" przedmioty, bo sa przyzwyczajeni, ze tak nalezy odbierac fotografie. > Niech nie kreuje, niech tylko nie będzie tak bezduszny bo to jest > > większe kłamstwo niż kreacja. Przy tym ostatnim twórca robi coś swojego > jednocześnie z tym nie walcząc.. a reporter co, walczy ze sobą, żeby być > > obiektywny?... Ciebie i Marcina Sz. ubawil strasznie fakt, ze dokumentalisci skazani sa na przypadek. Napisalem tylko, ze to nie zabawne, tylko prawdziwe - tak, gdy ida lowic swoje zdjecia sa skazani na przypadek, nawet jesli pracuja nad dokladnie przemyslanym projektem. pzdr.G
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik napisał w wiadomości news:e1c1e9ab755ffad2412534a41803736d@news.home.net.pl... > Ciebie i Marcina Sz. ubawil strasznie fakt, ze dokumentalisci skazani sa na > przypadek. Napisalem tylko, ze to nie zabawne, tylko prawdziwe - tak, gdy > ida lowic swoje zdjecia sa skazani na przypadek, nawet jesli pracuja nad > dokladnie przemyslanym projektem. Nie nie nie. Nie zrozumiałeś. Nie ubawiło mnie, że dokumentaliści skazani są na przypadek. Zacytuję, co wcześniej napisałem: " Moze nie przypuszczam, bo nie jestem dokumentalistą, jednakże nie mogę tworzyć wystawy bez założenia, licząc, że _tylko_ przypadek spowoduje, że będzie ona miała cel." To oznacza, że nie trzaskam fotek, pokazuję wszystkie, a potem zastanawiam się, jak oglądający to odbiorą. To oznacza, że robię dobór zdjęć pod kątem co chce wyrazić. Robię tak, że mam plan i staram się go trzymać, a jesli przypadek spowoduje, że temat się zmieni, lub też coś do niego dodatkowo dojdzie, to wzbogaca przekaz lub go zmienia. Przypadek - dopuszczalny - jest w tym, że akurat na fotkę załapał się taki delikwent a nie inny, czy też ta babka krzywo się usmiechnęła, podczas, gdy inna by zapłakała. To jest ten przypadek rządzący dokumentalistą Nie może być tak, że przypadkiem jadę do Armenii i przypadkiem fotografuję uchodźców i przypadkiem robię wystawę o przypadkowej wojnie, bo to byłby idiota nie dokumentalista. -- shr.
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "am" napisał w wiadomości news:dpbvs2$mrq$1@nemesis.news.tpi.pl... > Użytkownik "Marcin Szeffer" napisał w wiadomości > > > Skoro jest odbiór, to musi być przekaz. > > Więc chcąc coś przekazać, nawet wizję, trzeba ją tak zakodować, tak się > > starać, by odbiór był zrozumiały. > > Odbior to tez interpretacja. Tak z filozoficznego punktu widzenia to wszystko jest interpretacją, nawet to, co widzimy własnymi oczami, więc nie spowadzajmy sprawy aż do takiego poziomu, bo w ten sposób pewnikiem zejdziemy na manowce... > > Jeśli tak, to ok, ale taki przypadek w fotografii, zwłaszcza > dokumentalnej, > > raczej chyba rzadko występuje. > > Wszystko zalezy od sposobu wypowiedzi. Calkiem niedawno na konferencji > Miesiaca Fotografii w Bratyslawie - Tomasz Pospiech mial prelekcje jak > szeroko pojmowane jest pojecie dokumentu w fotografii. Tekst mozna rowniez Niech sobbie jest szerokie, ale musi być jakaś logika w dokumentowaniu czy prezentowaniu, bo inaczej uznasz, że prezentowane dzieło to bełkot. > Manipulacja rowniez w fotografii dokumentalnej jest bardzo latwa do > uzyskania, chodzby przez sposob prezentacji i ukladu prac. Jasne. Ale brak jakiejkolwiek logiki czy przypadek w prezentowaniu zdjęć też jest manipulacją. Albo jeszcze czymś gorszym... -- shr.
Re: dygresje...
user: "Marek Augustyński"
> >> Wiekszosc >> niezupelnie celnych wnioskow jakie tu padaja wynika z braku > prostego > >> rozroznienia - fotografia artystyczna/fotografia prasowa. > > > > A po co takie rozgraniczenie?.. Przecież jeśli robisz fotografie to nie > > zastanawiasz się czy jest artystyczna czy nie tylko chcesz robić to > > dobrze i > > zastanawiasz się na tym. > > Watek wczesniej napisales cos odwrotnego: "Jeśli ktoś powie, że on chce > tylko zapisywać, dokumentować a później pokazywać i nie ma aspiracji do > bycia artystą to znaczy, że robi to czego nie lubi bądź się nad tym nie > zastanawia". > Reporter chce zapisywac, dokumentowac czasem interpretowac i pokazywac - > nie chce byc artysta. To ze wybiera jako medium fotografie, czyli srodek > przez wielu trakotwany jako "artystyczny" jest wtórne - stad mysle masa > nieporozumien, kiedy ludzie ogladaja zdjecia dokumentalne jako "piekne" > przedmioty, bo sa przyzwyczajeni, ze tak nalezy odbierac fotografie. Może niejasno się wyrażam, przepraszam. Przecież ta ciągła ucieczka i nie aspirowanie do bycia artystą jest domeną reporterów. Skąd się to wzięło? Przecież artystą się jest lub nie, niezależnie od własnych ambicji. Czy tak trudno jest przyznać, że jeśli coś się robi to zależy nam na tym i że chcemy być w tym jak najlepsi. To wszystko samo w sobie jest sztuką, niezależnie czy o niej mówimy czy nie. Artyzm to tylko słowo, bardzo ulotne w dodatku. Fotograficy tzw. artyści również nie mają recepty na artyzm, ani nigdzie nie aspirują w sensie nie pchają się bóg wie gdzie. Mówię jedynie o zrozumieniu, że coś takiego jak sztuka istnieje i rodzi się ona wszędzie, w reportażu, w portrecie, w abstrakcji itd. Aspiracja to chęć brania w tym udziału, czerpania z doświadczeń, z własnych przemyśleń i odczuć, chęć odnalezienia siebie w całym tym bajzlu. Umywanie rąk i twierdzenie, że reporter nie jest artystą i nie aspiruje jest głupią gadaniną i odwracaniem kota ogonem. Nawiasem mówiąc to czy ktoś chce być artystą czy nie i tak nie ma żadnego znaczenia bo przecież nie o chcenie tu chodzi. Znowu sobie zaprzeczyłem:) > > Niech nie kreuje, niech tylko nie będzie tak bezduszny bo to jest > > > > większe kłamstwo niż kreacja. Przy tym ostatnim twórca robi coś swojego > > jednocześnie z tym nie walcząc.. a reporter co, walczy ze sobą, żeby być > > > > obiektywny?... > > Ciebie i Marcina Sz. ubawil strasznie fakt, ze dokumentalisci skazani sa na > przypadek. Napisalem tylko, ze to nie zabawne, tylko prawdziwe - tak, gdy > ida lowic swoje zdjecia sa skazani na przypadek, nawet jesli pracuja nad > dokladnie przemyslanym projektem. Z tym przypadkiem to bywa różnie... a poza tym to jest jeszcze wybór. Pozdrawiam Marek -- Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Re: dygresje...
user: marmas
Marcin Szeffer napisał(a): > Użytkownik "am" napisał w wiadomości [ciach] > Z kolei na pokazanych przez MariuszaF zdjęciach jest tak przeraźliwy smutek, > że ochota na oglądanie odchodzi. W końcu kto się lubi katować ponad miarę... > dlatego zakwalifikowałem je jako dokument czy reportaz, z powodu emocji, > jakie we mnie wywołują. nie wpadles na to, ze wlasnie o to chodzilo autorowi? Mysle, ze nie, bo nalezysz do niewidomego pokolenia, ktore nawet nieszczescie chce miec kolorowe, ladne i wesole. Stad wasza i twoja slepota, ktora wyrazasz "art" Swiat taki nie jest, czy bedziesz od niego uciekal, czy tez nie. BA ty nigdy go nie poznasz, bo nie dalbys rady zrobic w nim zdjecia. Koloryzowanie swiata w stylu Milacha, czy w/w autora, to rozowa pigulka na zaglusznie sumienia wspolczesnej cywilizacji, ktora nie chce przyznac, ze siwat jest zly, a nie wspanialy i piekny jak z amerykanskiego serialu. Tak wyglada tylko twoje art, ktore widzisz tam, gdzie masz widziec i w podane w sposob, w jaki zaakceptujesz. Swiadomosc ksztaltuja tobie od dziecka, a wydaje ci sie, ze myslisz samodzielnie. Myslenie jest przereklamowane... Kto to powiedzial? Allen? > Oczywiście ktoś może twierdzić, że negatywne odczucia to też odczucia > artystyczne, ale ja się z tym _emocjonalnie_ nie zgadzam, a przynajmniej nie > w przypadku takich zdjęć. Więc dyskutował, czy to artyzm, czy nie, nie będę, > dla mnie nie i juz :) Napisz moze co jest dla ciebie art? > Jest to o tyle bez znaczenia, że istotnie dyskutujemy o zdjęciach, nie o > art, jak kolega wykazał :) Zagladam na grupe rzadko, chocby dlatego, ze slowo art jest bardzo pojemne. Dla niektorych beznamietne, ale piekne - doskonale swiatlo, kompozycja, czesto egzotyczne miejsca, Salgada sa sztuka, a dla innych reporterka. Moze artysta jest Martin Paar, ktory kpi sobie z ludzi, naszej cywilizacji? art, art i art...
Re: dygresje...
user: marmas
am napisał(a): > Mysle, ze duzo wiecej 'katowania' mamy w telewizji, tak jak przy okazji > ladnie ubranych prezenterow ogladamy, to co sie dzialo rok temu po tsunami, > czy tez piekne sceny z trzesien ziemi - w kolorze i z dzwiekiem. ... i widzimy tyle ile na pozwola zobaczyc. By jednak smakowala kolacja, a gazeta krwia ofiar nie ociekala
Re: dygresje...
user: marmas
Marcin Szeffer napisał(a): >>>> nasz zyczyla sobie w tym okresie Spokojnych i Wesolych Swiat... >>> A czy przeoczyłem informację, że Boże Narodzenie w Armenii jest 6 >>> stycznia, a nie 25-26 grudnia? >>> Okres - co prawda, dość zbliżony, jadnekże nie tożsamy. Więc ten > grudzień >>> to nie jest okres ich świąt. >>> Stąd bez takiej informacji znowu wartość dokumentalna jest IMO jakby >>> niepełna... Czyli, gdy trzesienie ziemi w Polsce rozwali dom 5 stycznia, to nie stanowi to zadnego problemu, bo do swiat i tak zostaly prawie 2 tygodnie? Ciekawe wnioski wyciagaja koledzy dyskutanci :(
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "marmas" napisał w wiadomości news:dqubkm$7bv$1@atlantis.news.tpi.pl... > Marcin Szeffer napisał(a): > >>>> nasz zyczyla sobie w tym okresie Spokojnych i Wesolych Swiat... > >>> A czy przeoczyłem informację, że Boże Narodzenie w Armenii jest 6 > >>> stycznia, a nie 25-26 grudnia? > >>> Okres - co prawda, dość zbliżony, jadnekże nie tożsamy. Więc ten > > grudzień > >>> to nie jest okres ich świąt. > >>> Stąd bez takiej informacji znowu wartość dokumentalna jest IMO jakby > >>> niepełna... > > Czyli, gdy trzesienie ziemi w Polsce rozwali dom 5 stycznia, to nie > stanowi to zadnego problemu, bo do swiat i tak zostaly prawie 2 tygodnie? > > Ciekawe wnioski wyciagaja koledzy dyskutanci :( Nie wnosisz żadnego nowego stanowiska do dawnej już dyskusji, powtarzasz wyrażone już wcześniej wielokrotnie stanowiska, co raczej wywołuje we mnie irytację, na dodatek w sposób, który także wywołuje irytację, bo sprawia wrażenie ataku na osobę, w miejsce rzeczowej polemiki (w obu odpowiedziech na moje dwa w/w posty). Poza tym, albo nie zrozumiałeś względnie nie chciałeś zrozumieć o co mi chodziło (zresztą nie tylko mnie), albo też nie przeczytałeś całego wątku, wyrywając z kontekstu wyrywkowe fragmenty mojego stanowiska, by je "zjechać" z góry na dół. Pomimo różnicy moich zdań z autorem wątku byliśmy w stanie jakoś się porozumieć. Tutaj nie czuję potrzeby podejmowania polemiki, ani nie widzę takiej potrzeby, wobec zaproponowanego autorytarnego poziomu dyskusji. Dla mnie EOT. -- shr
Re: dygresje...
user: Olek
Marcin Szeffer napisał(a): > będzie ona miała cel. Od dokumentalisty chyba można wymagać, aby > przedstawiał zdarzenia z sensem, w sposób kompletny i rzetelnym nie wyrwany > choćby z kontekstu obyczajowego. Inaczej taki dokumentalista zaczyna być > dokumentalistą nieodpowiedzialnym. A gdzie sie zaczyna, a gdzie konczy wyrwanie z kontekstu? I co z decyzja reportera, ktory decyduje sie w tym, czy innym momencie nacisnac migawke aparatu. Ksztaltuje obraz wg. pewnego wzoru myslowego, ktory odbija w pracy jego indywidualnosc, czy tylko zdaza w optymalnym momencie utrwalic pozornie obiektywna rzeczywistosc? Czy reporter to tylko wizytator rejestrujacy beznamietnie, rzeklbym - robiacy inwentaryzacje, czy czlowiek ktory chlonie cala swoja wrazliwoscia otoczenie, przetwarza i zawiera w swoich zdjeciach? Gdzie sa granice ktorych nie powinien przekraczac, skoro jego obserwacja zawsze bedzie subiektywna, i odbior jego prac pozniej rowniez subiektywny? Olek :) -- website www.alexanderheba.com email info(at)alexanderheba.com tel.(mob) +49 163 232 87 85
Re: dygresje...
user: "Marcin Szeffer"
Użytkownik "Olek" napisał w wiadomości news:dr18ha$nbr$1@news.onet.pl... > Marcin Szeffer napisał(a): > > > będzie ona miała cel. Od dokumentalisty chyba można wymagać, aby > > przedstawiał zdarzenia z sensem, w sposób kompletny i rzetelnym nie wyrwany > > choćby z kontekstu obyczajowego. Inaczej taki dokumentalista zaczyna być > > dokumentalistą nieodpowiedzialnym. > > A gdzie sie zaczyna, a gdzie konczy wyrwanie z kontekstu? I co z decyzja O tym już pisałem, czytaj w całości, a nie wyrwany z kontekstu fragment. > reportera, ktory decyduje sie w tym, czy innym momencie nacisnac migawke > aparatu. Ksztaltuje obraz wg. pewnego wzoru myslowego, ktory odbija w > pracy jego indywidualnosc, czy tylko zdaza w optymalnym momencie > utrwalic pozornie obiektywna rzeczywistosc? Tylko niech ten wzór myślowy ma jakiś przekład na rzeczywistość, a nie na wyrwane z obyczajowego kontekstu obrazki. > Czy reporter to tylko wizytator rejestrujacy beznamietnie, rzeklbym - > robiacy inwentaryzacje, czy czlowiek ktory chlonie cala swoja > wrazliwoscia otoczenie, przetwarza i zawiera w swoich zdjeciach? Nie. Ale także i o tym napisałem już w wątku. > Gdzie sa granice ktorych nie powinien przekraczac, skoro jego obserwacja > zawsze bedzie subiektywna, i odbior jego prac pozniej rowniez subiektywny? Jasne, że będzie subiektywna, ale niech za tym stoi przekaz myślowy a nie pseudoartyzm, czy pseudodziennikarstwo. Inna sprawa, to czy dokumentalista ma być obiektywny czy subiektywny. Ja uważam, że obiektywizm także przejawia się nie we wrażliwości, ale w braku manipulacji widzami, a taką jest pokazanie zdjęć i opatrzenie ich komentarzem, który prezentuje trzecią góralską prawdę. Tyle, że praktycznie wszystkie te zagadnienia były już w jakiś sposób wcześniej poruszone w tym wątku oraz dot. Armenii. Nie miej mi za złe, ale temat na formę pisaną z mojej strony się już wyczerpał. Jeśli będzie kiedyś ochota i możliwość spotkać się w plenerze/spotkaniu, bardzo chętnie przedstawię swoje trzy grosze. A póki co odsyłam do rzeczonych wątków - tam jest wyłuszczone moje stanowisko. -- shr